Języki świata,  Podróże

Co nas wkurza, a za co kochamy Francuzów?

Mesdames et Messieurs! Dziś co nieco o języku francuskim i samych Francuzach, szczególnie że Paryż niezmiennie od lat cieszy się dużą popularnością, jako kierunek weekendowych wypadów naszych rodaków.

Będą wśród nas zapewne również ambitni poligloci, pragnący sprawdzić swoją znajomość języka Moliera, choćby po to, aby zamówić kawę, czy wino w restauracji. Dla nich życzenia powodzenia – bon courage! Niezmierzone są bowiem zasoby mimiki francuskich kelnerów w celu wyrażenia, jak bardzo nie są w stanie zrozumieć obcokrajowców.

Dla pocieszenia powiem, że jeśli taka ekspresja kogoś zdenerwuje, to na pewno nie będzie w swoim rozdrażnieniu sam.

Dumni aroganci

Tak się składa, że pomimo swojej malowniczości i licznych zabytków, Francja a zwłaszcza Francuzi niezmiennie od lat wkurzają innych. W końcu nie tylko my usłyszeliśmy (z ust Jacque`a Chiraca), że „zmarnowaliśmy okazję, by siedzieć cicho”.

No cóż, Francja – arogancja… Za szczególnie irytujących uchodzą paryżanie, którzy według Stephena Clarke`a (autora wielu bestsellerów o mieszkańcach miasta nad Sekwaną) :

mają fatalną reputację wulgarnych, agresywnych egoistów, a co gorsza bezczelnie się tym szczycą.

Lingua franca

Ta drażniąca dla wielu pewność siebie Francuzów, wynika w dużej mierze z imperialistycznej przeszłości, jak również ze szczególnej rangi, jaką przez wiele stuleci posiadał ich język.

Dla arystokracji i inteligencji francuszczyzna umożliwiała komunikację międzynarodową, jak również stanowiła sposób na wyróżnienia się od pospólstwa i demonstrację przynależności do sfer wyższych.


Poniekąd zresztą, tylko przedstawiciele elit, przed nastaniem ery Internetu i turystyki masowej potrzebowali jakiejkolwiek lingua franca (języka wspólnego). Prosty chłop miał do czynienia z obcą mową, jedynie wtedy kiedy wrogie wojska przechodziły przez jego pole i paliły mu zagrodę.

Wiele jednak zmieniło się i w statusie języka Moliera, jak i w potrzebach komunikacyjnych ludzkości. Francuski już dawno oddał berło pierwszeństwa angielskiemu, który obecnie jest językiem światowym, głównym źródłem porozumienia dla różnojęzycznych grup ludzi.

Stało się to w dużej mierze w wyniku dwudziestowiecznych wojen, a w konsekwencji osłabienia pozycji Francji i wzrostu znaczenia krajów anglosaskich, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych. Przewaga gospodarcza, finansowa, naukowa, zbrojeniowa i kulturowa USA spowodowała dominację angielskiego w wielu dziedzinach życia. Co więcej, liczni frankofońscy wybitni uczeni biją dziś w tarabany, apelując o obronę języka, a co za tym idzie kultury francuskiej przed naleciałościami zza oceanu i kanału La Manche.

Dodatkowo poprzez globalizację, podróże i dostęp do sieci już nie tylko elity, ale i zwykli ludzie potrzebują lingua franca, aby móc porozumiewać się w świecie. W tym bardzo pomaga prostota (przynajmniej na poziomie podstawowym) angielskiego – ograniczona odmiana czasowników i krótki, składający się tylko z podstawowych 26 liter alfabet. Dla wielu miła odmiana od skomplikowanej francuskiej ortografii z licznymi akcentami i znakami diakrytycznymi.

Za co kochamy Francuzów

Pas si simple… Wszystko byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby Francuzi jednoznacznie tylko nas wkurzali.

Jednak często stosunek innych do tej nacji jest równie mieszany, jak przepis na słynny koktajl Kir Royal – poirytowanie (crème de cassis), połączone z dużą ilością uwielbienia i zazdrości (szampana) oraz francuskim pocałunkiem, jako kandyzowaną wisienką dla ozdoby.

Bo czy w drażniącej francuskiej arogancji, nie jest ukryty nasz podziw dla ich pewności siebie? Czy nie zazdrościmy im wyczucia stylu, oraz umiejętności odnalezienia się zawsze i wszędzie?  Kto inny, jeśli nie Francuz, potrafi rozróżnić nieskończone ilości gatunków sera, a co więcej do brać do każdego odpowiednie wino oraz przygotować wyśmienity sos winegret?

Do tego język, który pomimo licznych kolokwializmów i naleciałości, nadal zalicza się do najpiękniejszych i najbardziej melodyjnych. Nie bez powodu zresztą, właśnie francuski nazywany jest językiem miłości… Co więcej, również i aspekt specyficznej dla Francuzów moralności, budzi ukryte pożądanie, nawet u najbardziej zatwardziałych konserwatystów. W jakim bowiem innym kraju pierwsze damy zmieniają się w trakcie trwania kadencji, prezydenci urządzają nocne eskapady na skuterkach a w ich pogrzebach oficjalnie biorą udział ich nieślubne dzieci? Oh là là, tak właśnie, we Francji to wszystko jest możliwe.

A wracając do aroganckich paryskich kelnerów. Cytując Josephine Baker:

bardzo lubię Francuzów, bo nawet kiedy człowieka obrażają, robią to w taki miły sposób.

Bon week-end à tous!

 

Jeśli spodobał Ci się ten wpis – zachęcam do polubienia strony Poliglotte na fb: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: