Kultura,  Narodowości

„Halka” na Haiti

Ach! O, gdzieżeś, o mój sokole,
gdzie moje słonko na jasnym niebie?
Jak kłos rzucony na puste pole
tak umrę, zwiędnę bez ciebie.

Kiedy Stanisław Moniszko tworzył operę „Halka”, powyższy lament, ubogiej i porzuconej góralki roznosić miał się echem wśród tatrzańskich szczytów. Mało prawdopodobne, aby mistrz, jako scenografię do swego dzieła widział ubogą haitańską wioskę.

A jednak, w ubiegłym roku „Halka” Moniuszki zabrzmiała w maleńkim Cezale – mieścinie, położonej w górzystej części Haiti. Aktorami przedstawienia byli profesjonalni śpiewacy Opery Poznańskiej, wspierani przez lokalnych tancerzy i orkiestrę z Port-au-Prince. Za całokształt realizacji odpowiadała para artystów – Joanna Malinowska i C. T. Jasper, a powstało ono na potrzeby polskiego pawilonu dla weneckiego Biennale.

Ubrani w tradycyjne sarmackie i góralskie stroje tenorzy i sopranistka tylko pozornie występowali dla „zagranicznej” publiczności. Otóż mieszkańcy Cezale czują i nazywają się Polakami – Le Poloné. Ich korzenie wywodzą się z części żołnierzy Legionów Dąbrowskiego, przybyłych na tę odległą karaibską ziemię w XIX wieku. Zostali oni wysłani na wyspę, zwaną Hispaniolą, pod wodzą okrutnego szwagra Bonaparte – generała Leclerca, w celu stłumienia rewolty niewolników.

Wolność, Równość i Braterstwo

Ruchy rewolucyjne pojawiły się na Haiti, jako echa Rewolucji Francuskiej. Hasła Liberté, Égalité, Fraternité widniały na burtach przybywających na wyspę statków, o ironio, nawet tych przywożących na nią niewolników. Ponadto, dążeniami niepodległościowymi zostali „zarażeni” nieliczni – głownie Mulaci, dzieci francuskich plantatorów, którym dane było na jakiś czas wyjechać na studia do Europy.

Duch wolności, oraz nieludzkie traktowanie ciemnoskórych, po latach zaowocowały wybuchem krwawego powstania. Do jego stłumienia, w latach 1802 – 1803, Napoleon wysłał wojska, w skład których wchodziły brygady polskich legionistów. Łącznie na Hispaniolę wypłynęło blisko 5000 Polaków, co stanowiło około 11% wszystkich żołnierzy po stronie „białych”. Wielu z nich zmarło z wycieczenia kilkutygodniową morską podróżą, lub już na lądzie, na skutek epidemii żółtej febry. Na koniec oddziały zostały zdziesiątkowane w wyniku ciężkich i okrutnych walk. Pozostałe przy życiu kilkaset ocalałych zdecydowało się przejść na stronę powstańców. Zostali przyjęci, ponieważ od początku wykazywali się znacznie mniejszym okrucieństwem, niż Francuzi – dostrzegli przecież podobieństwo losów Haiti i będącej pod zaborami Polski, oraz fakt, że niewolnicy również walczyli o swoją niepodległość.

Wojna zakończyła się porażką sił napoleońskich, a Haiti jako pierwsze niepodległe państwo Ameryki Środkowej, obaliło niewolnictwo. Tym sposobem na wyspie osiedliło się około 400 legionistów, którzy dali początek Le Poloné.

Dawna Perła

Przyczyną, dla której Francja, tak zaciekle próbowała walczyć o zatrzymanie swego zamorskiego terytorium była urodzajność Haiti, wówczas jednej z jej najbogatszych kolonii. Panujące na wyspie korzystne warunki pozwalały na przynoszące zyski uprawy trzciny cukrowej, oraz kawy, bawełny i indygo. Wszystko to wzbogacało budżet Republiki i dawało Haiti przydomek „Perły Antyli” – La Perle des Antille.

Niestety późniejsze lata konfliktów wewnętrznych, uciemiężenie religią voodoo, niegospodarność i okrutna dyktatura prezydenta François Duvalier (zwanego Papą Doc) doprowadziły do powszechnej nędzy. Obecnie Haiti to najbiedniejszy kraj zachodniej półkuli, który na domiar złego dotkliwie ucierpiał w wyniku silnego trzęsienia ziemi z 2010 roku.

Jak na nim żyją „Polacy”? Niestety również bardzo ubogo. Po zakończeniu walk, osiedlili się na wyspie i szybko wżenili, tworząc z miejscowymi rodziny, w czym niewątpliwie pomogła ciesząca się sławą uroda Haitanek. Musieli bardzo ciężko pracować, aby być w stanie wyżyć i utrzymać się z niewielkich, przyznanych im poletek ziemi. Sprawiło to, że nie mieli czasu na kultywowanie rodzimych tradycji, czy uczenie dzieci polskiego języka.

Haiti
Zdjęcia z wystawy przygotowanej przez Fundację Polska – Haiti poświęconej potomkom legionistów na Haiti.
Fot. Barbara Kaja Kaniewska, Światosław Wojtkowiak

Zaginione białe plemię

Na przestrzeni dwustu lat po legionistach pozostały głównie geny, widoczne w niebieskich oczach, bledszym kolorze skóry i lekko europejskich rysach twarzy niektórych mieszkańców Cezale, czy wiosek, jak Fond des Blancs. Za inne ślady po naszych rodakach uznać można taniec, nazywany „polką”, warkocze plecione na wzór chłopek z dawnych czasów, czy obraz przypominający Czarną Madonnę z Częstochowy.

W sferze językowej funkcjonuje powiedzenie po kreolsku M-ap Fe Krakow, czyli „robić, coś jak w Krakowie” (w znaczeniu porządnie), a także nieliczne ślady skróconych polskich nazwisk – Zal, Belno i Poto – prawdopodobnie od Zalewskiego, Belnowskiego i Potockiego.

Historię małej Polski na Haiti przybliżył światu, bynajmniej nie nasz rodak, lecz włoski pisarz i podróżnik– Riccardo Orizio, który poświęcił jej jeden z rozdziałów książki „Zaginione białe plemiona”. Kiedy przybył w 1996 roku do Cezale zastał wioskę, w której „nie ma elektryczności, nie ma telefonu, nie ma bieżącej wody, nie ma przychodni, nie ma samochodów, nie ma szkoły, a i kościół zniknął”. Obraz nędzy i skrajnie ciężkich warunków do życia, w odległym zakątku, zupełnie niewidocznym z Warszawy, Krakowa, czy Gdańska… a mimo to mieszkańcy Cezale nadal żyli mitem Polski i dawnych dziejów.

– Jesteście z Polski?
Kiedy odpowiadamy, że jesteśmy z Europy, lecz że z Polską nie mamy nic wspólnego, rozczarowanie nie zna granic. Od wielu już lat „ojczyzna” nie wysyła w te góry swych emisariuszy, a potomkowie żołnierzy służących w piechocie generała Leclerca czują się opuszczeni przez świat, który dla nich jest coraz bardziej odległy i w coraz większym stopniu zajęty czymś innym. Kiedyś ktoś w Warszawie przypomniał sobie o tych braciach nazwanych przez Papę Doca „białymi murzynami” i kierowany ciekawością jakimś cudem dotarł aż do Cezale. To jednak nie pociągnęło za sobą jakieś większej pomocy, lecz od tamtej pory nie gaśnie nadzieja, że pewnego dnia ni stąd, ni zowąd jakiś hojny biały człowiek – i nie może to być nikt inny, jak tylko Polak – przybędzie, by wydobyć ich z nędzy.

Czy tymi długo wyczekiwanymi „wybawcami” byli twórcy i wykonawcy „Halki”? Raczej nie, bo jak każdy projekt artystyczny, i ten przewidziany był na określony czas, a związane z nim osoby dawno już opuściły Haiti. Być może jednak, długoterminowo tego typu performance przyczyni się do wzrostu świadomości o naszych, mieszkających w ciężkich warunkach „krewnych” i spowoduje chęć większej solidarności z nimi?

Oby tak się stało… W znacznie krótszej perspektywie, bo tylko do 21 sierpnia, projekcja video HALKA/HAITI jest wyświetlana, na ogromnym panoramicznym ekranie (3 x 15 metrów), w ramach wystawy „Podróżnicy” warszawskiej Galerii Zachęta. Natomiast dobre serce dla mieszkańców wyspy okazać można wspierając inicjatywy Fundacji Polska – Haiti, jak na przykład budowę szkoły dla dzieci z miejscowości Jacmel.

 

Chcesz poznać innych „Polacos” – zapraszam do mojego wpisu na ten temat.

https://m.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: