Języki świata,  Narodowości

Serbsko – chorwacki. W bałkańskim językowym kotle

Koszmar wojny wiąże się ze stratą – kraju, miasta, bliskich, lub po prostu prawa do normalnego życia. Stratą również można nazwać odebranie ludziom możliwości używania własnego języka, lub zaprzęgnięcie go do podżegania nacjonalistycznych konfliktów. Tak było w przypadku wojny domowej w byłej Jugosławii, często przywoływanej w kontekście obecnej tragedii miasta Aleppo.

Na książki opisujące los uchodźców z Aleppo musimy jeszcze poczekać. Możemy jednak pomóc sobie zrozumieć, jak ciężko doświadcza wojna, sięgając po dzieła bałkańskich pisarzy – a wśród niezmiernie przejmujące „Ministerstwo bólu” Dubravki Ugrešić.

Bohaterka powieści Ugrešić to wypędzona z kraju chorwacka literaturoznawczyni, która otrzymała propozycję wykładania na amsterdamskiej slawistyce literatury jugosłowiańskiej. Jej studentami zostali w większości uciekinierzy z byłej Jugosławii – Serbowie, Chorwaci i Bośniacy. Wszyscy jakoś próbujący ułożyć sobie życie na emigracji. Wielu rozpoczęło studia, aby dzięki nim przedłużyć legalny pobyt. Wybrali servo- kroatisch, bo to było dla nich najłatwiejsze i najmniej wymagające. Kryteria szczególnie istotne, zwłaszcza jeśli tak naprawdę sen z powiek spędzają holenderskie papiery, a nie literatura.

Ron Haviv, A woman looks out the window. Sarajevo 1994
Kobieta patrząca przez okno, Fot. Ron Haviv, Sarajevo 1994

W tych warunkach prowadzone zajęcia dalekie musiały być od klasycznych wykładów akademickich. Znacznie bardziej za to przypominały terapię grupową. Formę leczenia przeznaczonej dla ofiar traumy, w której wszyscy są pacjentami. Nikt nie jest wystarczająco zdrowy, aby w pełni wziąć na siebie rolę prowadzącego. Studenci i wykładowczyni wspólnie „ożywiają życie, którego już nie było”. Jugo-przedmioty i jugo-wspomnienia, a przede wszystkim język – serbsko-chorwacki, który przed wybuchem wojny miał za zadanie łączyć, natomiast później wykorzystano go, by dzielić.

Doskonale rozumiałam absurd sytuacji, w której się znalazłam. Miałam wykładać przedmiot, który oficjalnie już nie istniał. Jugoslawistyka – która wcześniej obejmowała słoweńską, chorwacką, bośniacką, serbską, czarnogórską i macedońską literaturę – znikła jako wydział wraz z Jugosławią.

Bałkański kocioł językowy

Dla wyjaśnienia – stosowane dziś jako odrębne, języki urzędowe niezależnych państw – serbski, chorwacki, bośniacki i czarnogórski to zasadniczo dialekty jednego języka. Wielu lingwistów twierdzi, że różnice między nimi są mniejsze niż między brytyjską, amerykańską i australijską wersją angielskiego. W czasach byłej Jugosławii wiele wysiłku włożono w zacieranie różnic i dostosowywanie do siebie językowych wariantów. Dotyczyło to również alfabetu, powodując masowe przechodzenie Serbów na ten łaciński.

Zmiana o 180 stopni nastąpiła na początku lat dziewięćdziesiątych. Towarzyszyły jej separatystyczne dążenia poszczególnych republik. Władze nowopowstałych krajów pragnęły podkreślić swoją odrębność, a jednym ze sposobów było ustanowienie własnego oficjalnego języka. Mieszkańcy byłej Jugosławii, którzy dotąd posługiwali się serbsko-chorwackim – przyjmowali język serbski, bądź chorwacki, w dalszej perspektywie bośniacki oraz czarnogórski.

Jak pisze Ugrešić, za każdym z tych języków stało wojsko. Chorwaci postanowili jeść swój kruh, Serbowie swój hleb, a Bośniacy swój hljeb. Mieszkańcy Serbii na powrót masowo zmieniali alfabet, tym razem powszechnie wracając do cyrylicy. Historia zatoczyła koło.

Strata serbsko-chorwackiego, jako bałkańskiego lingua franca oznaczała utratę swoistej rzeczywistości. Jak pisze Ugrešić:

Byłam świadoma, że należę do pokoleń, które znają czytanki, gdzie roiło się od fragmentów w języku słoweńskim, macedońskim, serbskim i chorwackim, drukowanych alfabetem łacińskim i cyrylicą, i że za dziesięć lat nikt już tego nie będzie pamiętał.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: