Kultura

Doskonali nieznajomi

Tylko wrogowie mówią sobie prawdę. Przyjaciele i kochankowie bez przerwy kłamią, złapani w sieć zobowiązań. Przywołany cytat z powieści Stephena Kinga oddaje sedno ostatniego filmu Paolo Genovese. „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie” od kilku tygodni  w polskich kinach.

Swoje filmy Genovese określa, jako dogłębnie włoskie, ale łatwe do odszyfrowania poza Italią. Tak jest i w tym razem. Bilet do kina gwarantuje nam niemal dwugodzinne zatopienie się w żywiołowym włoskim dialogu, temperamentnej gestykulacji oraz wyśmienitą, wielodaniową kolację. Widz może niemal poczuć się zaproszony do stołu, gdzie odkrywane są kolejne tajemnice biesiadników. Dotyczą one kwestii uniwersalnych – wierności, szczerości, zaufania oraz tego, co skrywają „czarne skrzynki” naszego życia… telefony komórkowe.

Doskonali nieznajomi

Oryginalny tytuł Perfetti sconosciuti (w angielskim przekładzie Perfect strangers) w mojej ocenie znacznie lepiej oddaje ducha filmu, niż jego polskie tłumaczenie. Bo czyż nie bywamy dla siebie, jak doskonali nieznajomi? Z obawy przed utratą twarzy, rozpadem związku, lub zwyczajnie, z chęci zachowania obszarów indywidualności i prywatności często skrywamy prawdziwe znaczenie faktów i osób przewijających się przez nasze życie.

Odkrycie wielu tajemnic bywa jednak na wyciągnięcie ręki… a właściwie dłoni i sprawnie poruszających się po klawiaturze palców. Zabawę w poznawanie wzajemnych sekretów fundują sobie bohaterowie filmu Genovese. Umawiają się, że wszystkie smsy i maile przychodzące do nich podczas wspólnej kolacji będą otwarcie odczytywane, natomiast rozmowy odbierane w trybie głośnomówiącym. Jak można się domyśleć, na powierzchnię powoli zaczynają wypływać wielkie zdrady, ale też i mniejsze przewinienia, które woleliby zachować jedynie dla siebie.

Czego oczy nie widzą, o to serce nie boli

Mądrości ludowe, odnajdywane w popularnych przysłowiach wielu narodów od dawna wskazują na rozwagę w szczerości. Prawda i tylko prawda bywa druzgocąca, a czasem wygodnej żyć w niewiedzy. Nie bez powodu Anglicy, za Edgarem Allanem Poe, mówią że niewiedza jest błogosławieństwem (Ignorance is bliss). Niemcom rzeczy, o którzy nie wiedzą, nie podnoszą ciśnienia (Was ich nicht weiß, macht mich nicht heiß). Natomiast Hiszpanom sprawy, których oczy nie widzą, nie ranią serca (ojos que no ven, corazón que no siente). Bywa jednak, jak we francuskim powiedzeniu, że nic nie ciąży równie mocno, co sekret (rien ne pèse tand qu`un secret).

Drogą tych złotych myśli podąża Paolo Genovese. Szczególnie w podwójnym zakończeniu swojego filmu, gdzie pozostawia widzowi do rozwagi, czy warto igrać ze szczerością. Reżyser nie daje zero-jedynkowej odpowiedzi. Pod pozorem lekkiej komedii, porusza ponadto nadzwyczaj wiele istotnych kwestii. Gdzie zaczyna się zdrada, a gdzie tylko niedopowiedzenie? Czy akceptujemy w pełni naszych przyjaciół? Czy naprawdę jesteśmy tolerancyjni wobec osób homoseksualnych? Jaki jest nasz prawdziwy stosunek do starszych i dzieci?

Publiczne, prywatne i… sekretne

Podtytuł, umieszczony na plakacie filmu mówi, że „każdy z nas ma trzy życia: publiczne, prywatne i… sekretne”. To sekretne, które jeszcze dwadzieścia lat temu mieliśmy tylko dla siebie, dziś coraz bardziej zapisane jest w naszych telefonach. Przechowują one słowa, obrazy, dźwięki, wspomnienia, a czasem tajemnice. Jak mówi jedna z postaci filmu, to „czarne skrzynki” naszego życia.
Nie bez powodu częstą reakcją osób wychodzących z kina, po seansie „Dobrze się kłamie w miłym towarzystwie”, jest przegląd zawartości komórek i… kasowanie jej sekretnej części.

Jeśli spodobała Ci się moja recenzja i chcesz wiedzieć o kolejnych – zachęcam do polubienia mojej strony na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Poza włoskimi,  polecam również komedie hiszpańskiekomedie hiszpańskie.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: