Kultura,  Sławni poligloci

Dalida. Ciao amore, ciao

Włoszka urodzona w Egipcie, z wyboru Francuzka, gwiazda międzynarodowego formatu – Dalida. Choć nagrała setki przebojów, zdobyła dziesiątki złotych płyt i przemierzyła z koncertami świat cały, w głębi duszy pozostała niespełniona. W tym roku przypada trzydziesta rocznica śmierci piosenkarki. Już wkrótce na ekranach film biograficzny „Dalida”, dzięki któremu porwie ona nas do tańca na nowo.

Dalida przyszła na świat 17 stycznia 1933 roku, jako Yolanda Cristina Gigliotti – córka włoskich emigrantów, zamieszkujących dzielnicę Shubra w północnym Kairze. Rodzice przyszłej diwy wyemigrowali z włoskiej Kalabrii do Egiptu, gdzie ojciec otrzymał posadę pierwszego skrzypka w Operze Kairskiej. 

W dzieciństwie była „brzydkim kaczątkiem”. Pełna kompleksów, z ogromną wadą wzroku, przez co zmuszona do noszenia okularów o grubych szkłach. Jako dwudziestolatka wypiękniała. Do tego stopnia, że w 1954 roku została Miss Egiptu. Triumf w konkursie wzmocnił jej pewność siebie i zmotywował do realizacji marzeń o scenie. W kilka miesięcy po zdobyciu korony dla najpiękniejszej Egipcjanki opuściła Kair, kierując się do Paryża, z którym pozostała związana już na zawsze.

Szybki sukces

Życiorys Dalidy to ucieleśnienie marzeń każdej małej dziewczynki o wielkiej estradowej sławie. Szybko dostrzeżono jej muzyczny talent i przepiękny głos – kilkuoktawowy, pomiędzy mezzosopranem i kontraltem. W ciągu swojej trzydziestoletniej kariery sprzedała ponad 120 milionów płyt na całym świecie, kolejne 20 milionów rozeszło się po jej śmierci. Niemal każdego roku zdobywała złotą, platynową lub diamentową płytę. Krążków ogółem zgromadziła ponad 70. W jej repertuarze były nieśmiertelne przeboje: pisane specjalnie dla niej, lub reinterpretowane w sposób dający evergreenom zupełnie nowy wymiar. Niemal w każdym zakątku globu można było usłyszeć „Bésame mucho”, „I found my love in Portofino”, „Laissez-moi dancer”, „Ciao amore, ciao” czy wykonywaną w  duecie z Alain`em Delon francuską wersję włoskiego hitu „Parole, parole”.

Nagrała ponad tysiąc utworów śpiewanych w dziesięciu językach: francuskim, włoskim, niemieckim, angielskim, arabskim, greckim, niderlandzkim, hebrajskim, japońskim i hiszpańskim. Była gwiazdą światowego formatu, gromadzącą na swoich koncertach tłumy, od Argentyny po Japonię.

… i ogromna samotność

Sukces na scenie nie przełożył się na prywatne szczęście. Pragnęła zawsze niezwykłej miłości i bliskości, los jednak naznaczył ją tragicznie. Trzech spośród czterech najważniejszych partnerów Dalidy odebrało sobie życie. Sama gwiazda podjęła dwie próby samobójcze: jedną nieudaną i drugą niestety skuteczną. W maju 1987 połknęła śmiertelną dawkę leków nasennych, pozostawiając pożegnalną kartkę „Życie stało się nie do zniesienia). Umarła u szczytu sławy, w pełni artystycznej formy, sprzedając kolejne złote krążki i nagrywając przeboje.

Jeśli zawiodła się na kochankach, to mężczyznami, na których niezbicie mogła polegać byli jej bracia. W szczególności młodszy – Orlando, który stał się opiekunem i menadżerem gwiazdy, a po jej śmierci spadkobiercą twórczości. To dzięki determinacji i ogromnym staraniom Orlando, w tym roku, w trzydziestą rocznicę odejścia piosenkarki, na ekrany kin wchodzi biograficzny film „Dalida. Skazana na miłość”.

„Dalida. Skazana na miłość”

Obraz został wyreżyserowany przez Lizę Azuelos, która prywatnie jest córką innej francuskiej piosenkarki lat sześćdziesiątych – Marie Laforêt, znanej między innymi z utworu „Viens, viens”. Reżyserka, jako dziecko poznała blaski i cienie życia w cieniu gwiazdy. Marzyła o realizacji filmu, opowiadającego o tamtych czasach, lecz nie dotyczącego jej matki. „Dalida” wpisała się w te założenia idealnie.

Największym wyzwaniem dla Azuelos i Orlando było znalezienie odpowiedniej odtwórczyni głównej roli, spełniającej wyśrubowane kryteria: urody, wzrostu, potencjału aktorskiego oraz głosu i specyficznego dla Dalidy akcentu z wyrazistym „r”. Odrzucono blisko 250 kandydatek z Francji, Włoch i Bliskiego Wschodu, aż natrafiono na Svevę Alviti, nieznaną szerokiej publiczności włoską modelkę. Sveva przez lata śniła o aktorstwie, odrzucana jednak w kolejnych castingach, bliska już była rezygnacji z marzeń. Wówczas pojawiła się rola Dalidy. Wykorzystała szansę w pełni, wykonując przy tym tytaniczną pracę. W ciągu kilku miesięcy nauczyła się francuskiego, biorąc po sześć godzin nauki języka dziennie, równocześnie ćwicząc śpiew i taniec. Wysiłek popłacił. Widzowie i krytycy zgodnie twierdzą, że nie zagrała Dalidy, ale nią się stała. Czy to prawda, przekonać będziemy mogli się już wkrótce. Film wchodzi na ekrany 31 marca…

 

(pracując nad tekstem korzystałam z informacji zgromadzonych na oficjalnej stronie piosenkarki dalida.com)

https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: