Narodowości

Po co Katalonii niepodległość?

Katalonia i jej stolica Barcelona od lat należą do czołówki najpopularniejszych destynacji turystycznych. W przygotowanym przez Mastercard „Global Destination Cities Index”,  na liście najczęściej odwiedzanych miast europejskich w 2016 roku Barcelonę wyprzedziły tylko Londyn i Paryż. Miliony turystów, którzy o każdej porze roku zadeptują to piękne miasto, często jednak nie wiedzą, gdzie tak naprawdę trafili…

W świadomości większości odwiedzających, Barcelona to kolejne duże hiszpańskie miasto, do którego przybywa się dla: słońca, gorących plaż, dobrego wina i szalonych ulicznych imprez. Być może, trochę lepiej zorientowani, przemierzają jej zaułki w poszukiwaniu widoków fantazyjnych budowli Gaudiego, a wielbiciele piłki nożnej i muzyki pop polują na autografy Gerarda Piqué lub Shakiry.

Na tych atrakcjach, wiedza o Katalonii i jej stolicy niestety często się kończy. A szkoda, bo jest to niezwykle ciekawy region, o bardzo silnej kulturze, tożsamości i własnym języku. Jest to również jedna z najgorętszych, nie tylko w upalne lato, części Półwyspu Iberyjskiego, z trwającym od lat konfliktem pomiędzy pragnieniem niezależności, a pozostaniem częścią Królestwa Hiszpanii.

Po co Katalończykom niepodległość?

19453194_10154943710774888_5890195035548816956_o
„Si” dla referendum na ulicach katalońskiej miejscowości Palafrugell, czerwic 2017

Na to pytanie trudno o jednoznaczną odpowiedź, gdyż zwolennicy niepodległości Katalonii nie stanowią bynajmniej  jednolitej grupy.

Dla części z nich nastroje separatystyczne są naturalnym wynikiem silnej tożsamości narodowej, własnej tradycji i języka. Inni głosują za oderwaniem od Hiszpanii z powodów praktyczno – ekonomicznych. Uważają, że region wytwarzający blisko jedną piątą hiszpańskiego PKB, oraz posiadający jedną czwartą przemysłu znacznie lepiej poradzi sobie samodzielnie, w dobie kryzysu.

Wreszcie ostatni skłonni są oddać głos na „tak” w referendum niepodległościowym, jako wyraz swojego wkurzenia na brak chęci do dialogu po stronie rządu w Madrycie.  Wielu wręcz twierdzi, że prawdziwą „fabryką” katalońskich independystów jest właśnie Madryt, a prawicowemu Mariano Rajoy należy wystawić pomnik za podgrzewanie buntowniczych nastrojów.

Wzajemnemu zrozumieniu zdecydowanie nie pomaga stanowczy opór premiera Hiszpanii wobec katalońskiego referendum niepodległościowego. Odmówił on prawa do jego organizacji, a następnie uznania wyników. Pomimo to, a może na znak przekory, z tego właśnie powodu, autonomiczne władze Katalonii zapowiedziały głosowanie na początek października 2017. Wygrana  jednak nie jest przesądzona, a opinie w sondażach rozkładają się mniej więcej po połowie, z lekką przewagą zwolenników pozostania częścią Hiszpanii.

Brak zdecydowania wynika również z faktu, że wielu mieszkańców czuje się zarówno Hiszpanami, jak i Katalończykami. Ze względu na swoje bogactwo Katalonia, a zwłaszcza jej stolica Barcelona, przez lata była celem imigracji zarobkowej dla mieszkańców innych regionów Półwyspu Iberyjskiego. Nie wiadomo, ilu spośród mieszkańców regionu ma swoje korzenie poza Katalonią, ale wśród dwustu najczęstszych nazwisk w regionie na czele są García, Martínez i López (hiszpańscy Kowalski i Nowakowie).

Jeśli chodzi o język ulicy, trzydzieści sześć procent mieszkańców Katalonii mówi na co dzień po katalońsku. Pięćdziesiąt procent posługuje się hiszpańskim. A dla ośmiu procent oba są językami, których używają naprzemiennie. Statystyki, które najprawdopodobniej z czasem ulegną zmianie, zwłaszcza jeśli katalońskie dzieci mają dziś w szkołach jedynie dwie godziny hiszpańskiego (kastylijskiego) w tygodniu.

„Ludzie z placu słońca”

Ludzie z placuZnacznie więcej o zawiłych katalońsko- hiszpańskich relacjach i dylematach niepodległościowych można wyczytać z debiutanckiej książki Aleksandry Lipczak „Ludzie z Placu Słońca”. Jest to znakomicie napisany zbiór reportaży o Katalonii i całej Hiszpanii – kraju, który z racji popularności turystycznej, wydawać się może dobrze znany. Książka Lipczak urzeczywistnia jego słoneczny, wyimaginowany obraz i wprowadza weń więcej cienia, a nawet mroku.

Miałam szczęście czytać „Ludzi z Placu Słońca” na tarasie Cafe Flanders w barcelońskiej dzielnicy Gràcia. Z co drugiego okna powiewała katalońska flaga i symbol „Si” dla październikowego referendum. Mimo że nadal nie potrafię jasno opowiedzieć się po żadnej ze stron separatystyczno – jednościowego konfliktu, to jednak może choć trochę lepiej dzięki lekturze potrafię trochę go zrozumieć.

https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: