Książki,  Narodowości

Hen na północy wśród Saamów

Daleko, za kołem podbiegunowym, gdzie wkrótce nastaną siarczyste mrozy i niekończące się polarne noce, żyją Saamowie – rdzenni mieszkańcy północy Europy. Nazywani są również Lapończykami, choć określenie to ma dla nich negatywny wydźwięk. Od tysięcy lat borykają się ze skrajnie trudnymi warunkami klimatycznymi, oraz próbami stłamszenia ich silnej tożsamości i języka przez władze terenów, na których żyją.

Regiony zamieszkiwane przez Saamów to ogromne połacie ziemi, podzielone pomiędzy Norwegią, Szwecją, Finlandią i Rosją. Jako nomadowie dalekiej północy nigdy nie uznawali granic. Ich ogromne potrzeby terytorialne to wynik wędrówek za stadami reniferów, które od wieków wyznaczały rytm i sens ich życia.

Silny związek z przyrodą znajduje odbicie w języku saamskim. Życie Saamów płynie w rytmie nie czterech, lecz ośmiu pór roku. Przedwiośnia i podjesienie mają tu swoje pełnoprawne nazwy. Północni znani są również z bogactwa terminologii opisującej otaczającą ich biel i zwierzęta, które hodują. Norweski naukowiec, dr. Ole Henrik Magga, ekspert w zakresie języka saamskiego, w swoich badaniach odnotował aż 180 słów określających śnieg i lód, oraz blisko 1000 wyrażeń odnoszących się do reniferów!

Norwegizacja Saamów

Źródło: National Geographic Polska (Album: Saamowie. Ludzie, którzy wędrują z renami)

W dzisiejszym świecie Saamowie oczywiście nie samym śniegiem i reniferami żyją. W słownikach poszczególnych saamskich dialektów istnieje wiele zapożyczeń, przez wszystkim z bliskiego im fińskiego, jak też z norweskiego i szwedzkiego. Jest to po części naturalne i wynika bliskiego sąsiedztwa, oraz koniecznej znajomości języków urzędowych poszczególnych krajów. W dużej mierze jednak obce wyrazy wniknęły do saamskiej mowy, jako pokłosie narzucania i wdrażania siłą języków skandynawskich. Przykładem jest forsowanie norwegizacji Saamów z przełomu XIX i XX wieku.

Cały proces rozpoczął się w szkołach. Według oficjalnej instrukcji, wydanej w 1880 roku w Tromsø saamskie dzieci miały obowiązek mówić, czytać i pisać po norwesku. Pod żadnym pozorem nie było dopuszczalne posługiwanie się macierzystą mową, czego nauczyciele pilnowali nawet podczas przerw, surowo karząc najmniejsze „przewinienie”.

Nie łatwo być Saamem

Starsi Saamowie do tej pory wspominają okres „edukacji”, jako koszmar i traumę, która często pozostała w nich na długie lata. Wracając z internatów do swoich domów i słysząc rodziców porozumiewających się w zakazanym języku, saamskie dzieci nabawiały się kompleksów, wstydziły własnych korzeni i wzrastały w poczuciu odrzucenia języka i potępienia tradycji.

Te ciemne karty norweskiej historii kłócą się z dzisiejszym obrazem społeczeństwa skandynawskiego, jako demokratycznego i otwartego na inności. Każdy kraj musi przerobić swoją własną lekcję. Od 1989 roku istnieje Sametinget – saamski parlament, a w 2007 roku Norwegia głosowała za przyjęciem Deklaracji o Prawach Ludności Rdzennej ONZ. Bycie Saamem to dzisiaj często powód do dumy. Mimo to wielu twierdzi, że jedyne prawa jakie zyskali to możliwość noszenia na co dzień tradycyjnych strojów (gákti), posługiwania się językiem i obchodzenia święta narodowego święta 6 lutego.

Hen. Na północy Norwegii

Ciekawym bliższego poznania świata norweskich Saamów polecam znakomitą książkęHen. Na północy Norwegii”, autorstwa Ilony Wiśniewskiej – polskiej reporterki i fotografki, która od 2010 roku mieszka na północy Norwegii, skąd czerpie inspiracje dla swojego pisarstwa. W celu zebrania materiału do „Hen” spędziła długie miesiące w Finnmarku – najodleglejszym, polarnym regionie kraju. Dzięki wnikliwej obserwacji oraz zażyłości z ludźmi północy, w tym z Saamami, stworzyła ich wyjątkowo intymny i magiczny obraz.

Na kartach książki odnajdziemy dawnych uczniów owych koszmarnych szkół z internatami, saamskich aktywistów wolnościowych i wielu innych rdzennych mieszkańców tego mroźnego krańca Europy. Natrafimy również na ludzi kultury, jak organizatorów międzynarodowego festiwalu dla rdzennej ludności Riddu Riđđu, oraz najsłynniejszą na świecie saamską wokalistkę Mari Boine (która reklamowana jako „Björk z Laponii” wystąpiła w 2010 roku również w Polsce, na warszawskiej Erze Jazzu w Filharmonii Narodowej).

Natomiast samą Ilonę Wiśniewską zobaczyć można, jako „dziewczynę listopad”, w teledysku Pablopavo „Październikowy facet”. Ten klip, nagrany na norweskich Lafotach, dla mnie idealnie wpisuje się w dzisiejszy zimno-listopadowy nastrój.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: