Narodowości

Holandia. Morzu na przekór

Kraj poliglotów, wielkich odkrywców, prekursorów wolnego rynku i globalizacji, a także wspaniałych malarzy złotego wieku i filozofów. Holandia. Przyciąga jak magnes, kusi odmiennością i różnorodnością. Ma wiele obliczy, mniej lub bardziej oczywistych, na pewno wartych poznania.

Holendrzy mają jedną niewątpliwą przewagę nad większością innych nacji. Jest to doświadczenie wspólnego wysiłku przy wielowiekowej walce z morzem. Utrwaliło ono w nich hart ducha i dało pewność siebie. Fakt, że jedną czwartą kraju zajmują depresje nie wziął się przecież znikąd. Przeciwnie, jest on rezultatem ogromnego trudu, oraz potężnych nakładów finansowych jakie przez setki lat mieszkańcy Niderlandów poświęcali w boju o ląd. Tam, gdzie wiele innych narodów dawno poddałoby się i przeniosło na suchsze tereny, Holendrzy postanowili zadrzeć ze Stwórcą i stworzyć linię brzegową według własnych a nie boskich planów.

Holandia, gdzieś nad morzem…
Fot. Mateusz Mazur, 2017

Słynne w Holandii powiedzenie mówiące, że „Bóg stworzył morze, a Holender wybrzeże” nie zawiera w sobie ani grama przesady. Gdyby nie katorżnicza praca wielu pokoleń: ani Johannes Vermeer nie namalowałby przepięknego Widoku Delft, ani człowiek współczesny nie mógłby wylądować na ogromnym lotnisku Schiphol pod Amsterdamem, czy skosztować matiesy na surowo i popić Heinekenem w jednym z licznych nadmorskich barów… A wszystko dlatego, że w tych miejscach natura przewidziała morze, jedynie uparci Holendrzy: ląd i wybrzeże.

Zmagania z wodą, a także kolonialna przeszłość sprawiły, że holenderski to język prawdziwych wilków morskich, sztormanów i odkrywców. To właśnie z niego wywodzi się większość międzynarodowego żargonu żeglarskiego, jak: boja, skipper, jacht, czy uwielbiana na wielu pokładach brandy.

Sam w sobie niderlandzki, jak żaden inny wykazuje skłonność do łamania języka, a przez szorstką i chrapliwą wymowę brzmi niemal, jak mówiony na wspak. Niech to wszakże nikogo nie zniechęca do wyjazdu do Holandii. Mieszkańcy kraju Rembrandta to poligloci, z którymi szybko znajdziemy wspólny język. Trzy czwarte z nich zna doskonale angielski, połowa posługuje się niemieckim. Takich statystyk mogłoby Holandii pozazdrościć niejedno państwo.

Napisać o Holandii można jest jeszcze dużo. Tak samo, jak wiele budzi ona skojarzeń. Dla jednych to malownicze pola tulipanów, poprzecinane groblami i usiane starymi młynami. Dla drugich: sex & drugs i rozpustne amsterdamskie ulice. Można również na ten kraj spojrzeć, jak na mekkę dla wielbicieli malarstwa, lub pozbawioną rozsądku przystań wszelkich swobód. Holendrzy, jak wszyscy mają swoje zalety i wady. Ich osławiona tolerancja, często wiąże się z obojętnością. Gospodarność i żyłka do interesów ma w sobie wiele ze skąpstwa. Również na historię Holandii składają się nie same chwalebne wydarzenia…

Mnie Holandia urzekła, choć spędziłam tam zaledwie jeden jesienny weekend. Zamierzam jednak do niej nie raz powrócić, aby odkrywać jej blaski i cienie. Do czego i Was zachęcam.

 

 

Tekst bazuje na impresjach własnych oraz na bardzo ciekawej książce Marka Orzechowskiego „Holandia. Presja depresji”, Wydawnictwo Muza SA. Lekturę zdecydowanie polecam!

Jeśli spodobał Ci się ten wpis i chcesz wiedzieć o kolejnych, zachęcam Cię do polubienia mojej strony na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: