Książki

Na wschód od zachodu

Zawsze lubiłam książki drogi. Szczególnie te niebanalne, które burzą stereotypy i pokazują, jak dalece różnie można widzieć rzeczywistość. Jak mocno nasze postrzeganie zmienia pryzmat miejsc, z których pochodzimy i intencji z jakimi w podróż wyruszamy.

Powieść staje się dla mnie jeszcze bardziej interesująca, jeśli wiąże się z poszukiwaniem. Zwłaszcza, jeśli poszukujący podąża za kimś, kto nie chce pozwolić się odnaleźć…Tak, jak Kamal – młoda dziewczyna, która porzuciła obiecującą karierę oraz wygodne warszawskie życie, aby wędrować naprzemiennie w górę, lub w dół Gangesu, w rytmie zmieniających się pór roku.

Na prośbę jej matki, a swojej koleżanki dziennikarki, próbuje do niej dotrzeć Wojciech Jagielski. A my razem z nim. W pięknej literackiej podróży, wielkim szlakiem hipisów, opisanej w jego ostatniej powieści: Na wschód od zachodu”.

Jest to książka, dla której powstania historia Kamal była jedynie pretekstem. Powieść bowiem wyrosła z wieloletnich podróży Wojciecha Jagielskiego na Wschód. Jest owocem jego fascynacji dziećmi kwiaty, których regularnie spotykał na swojej reporterskiej drodze: w Afganistanie, Pakistanie, czy w końcu w Indiach.

Było to oczarowanie pomieszane z niedowierzaniem, jak dalece inaczej można postrzegać te same miejsca. Rejony, które dla korespondenta wojennego, jawiły się wyłącznie, jako pogorzeliska, dla hipisów stanowiły utopijną i nieskażoną zachodnią cywilizacją ziemię. Tam, gdzie dziennikarz widział wojny, nieszczęścia i terror, oni dostrzegali swoją mityczną krainę Shangri-La. Mekkę dla wszystkich zbuntowanych, uciekających od komercji, przyziemności i wszelkich ograniczeń.

Kto zatem miał rację? A może mieli ją miejscowi – zwyczajni Hindusi, czy Afgańczycy, którzy skupiali się na codzienności, a ta przecież nie składała się z wzniosłych, ale z całkiem normalnych zdarzeń? Dla nich Indie stanowiły zwyczajność, nie miejsce transcendentalnych uniesień, ani temat do dziennikarskiego relacjonowania cierpień.

Książkę Wojciecha Jagielskiego polecam również jako przepiękną podróż w miejsca, których już same nazwy brzmią dla nas jak zaklęcia. Himalajski Riszkiesz, który niegdyś zwabił Beatelsów. Delhijską dzielnicę Pahargandż, w której tłumie łatwo można się zagubić. Kandahar i inne pustynne afgańskie miasta, które dziennikarz uchwycił jeszcze zanim na zawsze odmieniły je wojny. Bez względu na to, kim jesteśmy i z jakiej perspektywy na te miejsca spojrzymy, w tę literacką podróż na wschód od zachodu wybrać się zdecydowanie warto.

 

Jeśli spodobała Ci się ta recenzja i chcesz wiedzieć o kolejnych – zachęcam Cię do polubienia mojej strony na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: