Podróże

5 miejsc wartych zobaczenie na Teneryfie

Księżycowe krajobrazy, osnute mgłą zaczarowane lasy, klifowe plaże i urokliwe miasteczka. Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. Poniżej mój osobisty wybór 5 miejsc, które warto zobaczyć na Teneryfie.

1. Na Pico del Teide – z wizytą u demona Guayoty

Ujrzenie pierwszych promieni wschodzącego słońca na Teide było dla nas głównym celem tegorocznych wakacji. Apetyt na zdobycie wulkanu rósł z każdym dniem. Tym bardziej, że jego biały i majestatyczny szczyt nieustannie przypominał o sobie, będąc widocznym na niemal na każdej widokówce, okładce książki, lub jakiejkolwiek wzmiance o Teneryfie.

Śniegu na stokach góry nie znaleźliśmy, ale w najmniejszym stopniu nie ujęło to wspaniałości Teide. Pierwszy dzień wspinaczki zakończyliśmy noclegiem w schronisku, na wysokości 3260 m n.p.m. Schronisko jest bardzo skromne i niewielkie. Za cenę 25 euro można w nim jednak spędzić noc w ogrzewanych pokojach, zagotować wrzątek na herbatę i następnego dnia, jeszcze w ciemnościach rozpocząć wspinaczkę na sam szczyt wulkanu, czyli na wysokość 3 718 m

Strona internetowa schroniska Altavista zachęca do „noclegu blisko gwiazd”. I tak jest doprawdy. Po wyjściu z niego ma się wrażenie, jakby czarny „sufit” z nieba obniżył się, a wraz z nim tysiące żarzących się, białych konstelacji i galaktyk. Perspektywa oszałamiająca.

Poranne podejście z latarkami zajmuje około półtorej godziny. Im bliżej wierzchołka, tym mocniej czuć zapach dwutlenku siarki, wydobywający się z licznych fumaroli. Ostra i gryząca woń przypomina o uśpionej podziemnej aktywności. Wszakże Teneryfa po raz ostatni doświadczyła wybuchu w 1909 roku, kiedy przebudził się jeden z sąsiadów Teide – Chinyero. Sto lat, z perspektywy mierzonej w milionach historii wulkanów, wydaje się, jakby to było wczoraj…

Długie jęzory zastygłej lawy, parujące fumarole i czerwone od brzasku skały pobudzają wyobraźnię. Nie dziw, że góra fascynowała również Guanczów – pierwszych mieszkańców Wysp Kanaryjskich, którzy ochrzcili ją Echeyde – „Piekielną górą”. Zgodnie z mitologią Guanchów, Echeyde zamieszkiwały siły zła, a przede wszystkim potwór Guayota. Na szczęście my na Guayotę natknęliśmy się tylko na sprzedawanych w schronisku magnesach, choć kto wie, może kiedyś jeszcze obudzi się wraz z całym wulkanem i przypomni o sobie…

Fumarolle o wschodzie słońca
Teide widziany ze strony Observatorio del Teide – jednego z najważniejszych na świecie obserwatoriów słonecznych

2. Góry Anaga – gdzie diabeł mówi wiedźmom i kozom dobranoc

Las Montañas Anaga to pasmo niezbyt wysokich szczytów na północy. To właśnie ten region, geologicznie najstarszy, jako jeden z pierwszych wyłonił się ponad powierzchnią oceanu, kiedy tworzyła się Teneryfa.

Anaga.JPG
Ciemne chmury nad Górami Anaga

W odróżnieniu od innych, niemal pustynnych części wyspy, Anaga porasta ciemnozielony, bujny, i tonący we mgle las. Wśród gęsto rosnących drzew laurowych, wrzoścy i tysięcy innych gatunków roślin, czuliśmy się jak w zaklętym miejscu. I być może magia naprawdę wisiała w powietrzu, ponieważ długo wierzono, że nad Anagą odbywają się zloty czarownic. Miały one tańczyć nad ziemią (stąd jedna z nazw miejscowości – El Bailadero), a następnie schodzić do morza i kąpać się w nim nago.

Anaga2.jpg
W zaczarowanym lesie…

Również i my udaliśmy się drogą ku wodzie, w kierunku stromych klifów i strzelistych czarnych skał na Playa de Benijo. Po drodze zatrzymaliśmy się na wyśmienite tapas i rozpływający się mus z gofio w barze Casa Picar w maleńkiej wiosce Taganana.

Benijo.jpg
Kąpiel w Playa de Benijo

Ostatnim punktem wyprawy było zejście górzystym szlakiem do latarni morskiej w pobliżu Roque Bermejo. Tę drogę zapamiętam na długo, nie tylko ze względu na zapierające dech w piersiach panoramy, ale również z powodu dość nietypowego towarzystwa. Otóż zbocza gór zamieszkują tam tysiące kóz: od małych i szybko biegających, po wielkie i ociężałe, przypominające tybetańskie jaki. Dla tych zwierząt to my byliśmy intruzami w ich naturalnym środowisku, o czym przypominały głośno becząc…

Anaga3.jpg
Krajobraz z kozą 😉

3. Baseny Césara Manrique – harmonia architektury i krajobrazu

Cesar Manrique to jedna z najbardziej zasłużonych osób dla Wysp Kanaryjskich. Wszechstronny artysta – malarz, rzeźbiarz i architekt – przez niemal całe swoje życie związany był z archipelagiem, szczególnie wyspą Lanzarote.

Projekty, które Manrique pozostawił na Teneryfie to przede wszystkim ogromne baseny miejskie: Parque Maritimo w Santa Cruz i Lago Martiánez w Puerto de La Cruz.

Ogromne kompleksy basenowe, wypełnione wodą morską, położone w bezpośrednim sąsiedztwie oceanu. Jak wszystkie inne prace wybitnego hiszpańskiego architekta harmonijnie wpisują się w otaczający je krajobraz, oraz wykorzystują naturalne uwarunkowania.

Dzień spędzony w tak pięknych miejscach stanowił wymarzony odpoczynek po wcześniejszym intensywnym zwiedzaniu.

Basen_manrique.jpg
Parque Maritimo w Santa Cruz (w tle Góry Anaga)
Manrique2.JPG
Położony na wulkanicznej plaży Lago Martianez w Puerto de la Cruz

4. Puerto de la Cruz – perła zamożnych kuracjuszy

Położone na wulkanicznym klifie, z wspaniałą panoramą Teide w tle, Puerto de la Cruz jest jednym z najczęściej odwiedzanych kurortów kanaryjskiego archipelagu. Właśnie to niewielkie miasto uznawane jest za kolebkę tutejszej turystyki. To tutaj na przełomie XIX i XX wieku zaczęły powstawać pierwsze sanatoria, które szybko zyskały rozgłos, zwłaszcza wśród dystyngowanych brytyjskich kuracjuszy.

Z tego okresu pochodzą piękne secesyjne kawiarnie, restauracje i domy handlowe, położone przy głównych ulicach miasta. Zapewniam, że wspaniale jest wypić kawę w stylowym wnętrzu art déco, które dodatkowo swoją kolorystyką i przepychem przypomina o czasach świetności kolonialnego imperium Hiszpanii.

Teneryfa.jpg

Ponadto Puerto de la Cruz jest wyśmienitym miejscem do spacerów – zarówno nadbrzeżną Aleją Krzysztofa Kolumba, jak również kolorowymi uliczkami na obrzeżach miasta. My spacerujac dotarliśmy aż do ogrodu botanicznego – założony już w 1788 roku przez króla Carlosa III – Jardin Botanico jest niewielki, lecz skupia tysiące tropikalnych gatunków drzew, krzewów i kwiatów przywiezionych z najdalszych zakątków, do których docierali hiszpańscy konkwistadorzy.

Teneryfa_jardin.jpg

5. La Orotava – w blasku kolonialnego imperium

Niewielkich i urokliwych miasteczek na Teneryfie jest wiele. Icod de los Vinios, La Laguna, Garachico – to miejsca, o których zdecydowanie warto zatrzymać się podczas podróży po wyspie. Dla mnie miejscem wartym poświęcenia dłuższego czasu jest La Orotava. To miasto o bardzo długiej historii, gdzie archeologowie znajdują wiele śladów bytności Guanczów i gdzie również swoje kościoły i rezydencje wznosili pierwsi hiszpańscy koloniści.

Zakochać się w Orotavie łatwo – w kolorowych fasadach domów, bogato zdobionych ornamentach, pięknych kamienicach i kwiecistych ogrodach. Polecam, aby spędzić tu co najmniej długie i leniwe popołudnie, przechadzając się wąskimi i stromymi uliczkami i nieśpiesznie pijąc kawę na placach miasta.

Orotava1.jpg
Kolory Orotavy
Orotava2.jpg
Zaparkować w Orotavie nie jest łatwo…

Teneryfa to tak różnorodna wyspa, że miejsc godnych polecenia znaleźć na niej można naprawdę wiele. Można tu spędzić długie tygodnie leżakując przy basenie, można intensywnie zwiedzać, lub wspinać się po górach. Ja polecam odkrywać Teneryfę na swój sposób i znaleźć na niej najlepsze miejsca dla siebie…

W moim kolejnym wpisie zapraszam na przepiękną sąsiednią wyspę La Palmę. A jeśli spodobał Co się ten wpis i wiedzieć o następnych, zachęcam do polubienia mojej strony na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog

 

 

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: