Książki,  Narodowości

Deutsche nasz

Współczesne Niemcy długo kojarzyły mi się głównie z autostradami. Przez wiele lat omijałam ten kraj, jedynie przejeżdżając, w drodze do Francji. W czasie, kiedy w Polsce poruszaliśmy się wąskimi i dziurawymi trasami, tankując paliwo w miejscach, które tylko temu służyły – sieć nowoczesnych autostrad, z szybkimi i drogimi samochodami, oraz przypominające kolorowe lunaparki stacje benzynowe jawiły mi się, jako wrota do zupełnie inne cywilizacji – upragnionego zachodu i wszelkiego dobrobytu.

Podobnie migawkowa była moja wiedza o Niemczech z przeszłości. Z jednej strony brutalne opowieści dziadków o wciąż żywych w ich pamięci wydarzeniach II wojny światowej. Z drugiej strony strzeliste, neogotyckie kaplice i surowe nagrobki z niemieckimi nazwiskami, które mijałam na cmentarzu ewangelickim w rodzinnej Łodzi. A poza wszystkim wspaniała literatura: Erich Maria Remarque, Klaus i Thomas Mann oraz Hans Kirst, których powieściami zaczytywałam się w liceum.

Dopiero w wieku lat trzydziestu rozpoczęłam odkrywanie prawdziwych Niemiec. Głównie dzięki krótkim wycieczkom do Berlina, Lipska i Drezna. Zobaczyłam tam bardzo fajny kraj z życzliwymi ludźmi, nowoczesną kulturą oraz bardzo przystępnymi dla turystów cenami.

Nowe niemieckie „My”

Ewa-Wanat-Deutsche-nasz-Reportaże-berlińskie.jpg
Źródło: Wydawnictwo Świat Książki

Trudno było mi uwierzyć, że to samo państwo jeszcze niedawno dzieliła żelazna kurtyna i że ci mili Niemcy w ubiegłym wieku zafundowali światu dwie wojny oraz Holokaust. Dlatego też, kiedy wiosną tego roku ukazały się reportaże berlińskie Ewy Wanat „Deutsche nasz”, z wielką ciekawością sięgnęłam po nie, aby móc zrozumieć zmianę, jaką przeszli nasi zachodni sąsiedzi.

Najlepszym streszczeniem książki Wanat jest jej tytuł. „Deutsche nasz”, czyli opowieść o kraju, który dziś traktuje, jak swój własny wielu, niegdyś wykluczonych lub nie-Niemców. To reportaże o społecznej i etnicznej różnorodności z jej blaskami i cieniami. O nowych Niemcach, które tworzy czwarta już generacja tureckich gastarbaiterów, liczna polska diaspora, squotersi, prostytutki, geje i lesbijki, oraz przeróżni imigranci. Od uciekinierów wojennych, po bogatych Amerykanów i Kanadyjczyków, którzy ściągają do Berlina, jako światowej stolicy technologicznych start-upów i wszelkiej innowacji.

Sprowadzaliśmy siłę roboczą, przyjechali ludzie

W książce jest wiele sympatii i podziwu, jak i też rozliczenie popełnionych błędów oraz ich dzisiejszych konsekwencji. Trudności z integracją licznej społeczności pochodzenia tureckiego są w dużej mierze pokłosiem złej polityki. Niemcy, którzy w latach powojennego boomu gospodarczego potrzebowali rąk do pracy, otworzyli swoje granice dla pracowników z krajów o wysokim bezrobociu, głównie z Turcji.

Przyjechać mogli tylko przebadani i zdrowi, którym początkowo odmawiano prawa do sprowadzania rodzin i dawano stempel w paszporcie, nakazujący osiedlanie się wyłącznie w wyznaczonych dzielnicach. Pracownicy gościnni (gastarbaiterzy) nie musieli integrować się, gdyż zgodnie z założeniami, mieli wkrótce do siebie powrócić. A jednak zostali. Wielu z nich bez znajomości niemieckiego, w urzędowo wyznaczonych rewirach, które powoli zamieniały się w getta.

Dziś do głosu dochodzą ich dzieci i wnukowie, mniej lub bardziej uważający się za Niemców. Zajmują różne stanowiska – od bezrobotnych po sportowców, naukowców i artystów. Tak, jak jeden z bohaterów reportaży Wanat – reżyser Neco Çelik, który z żalem mówi, że wszędzie na świecie piszą o nim, jako przedstawicielu niemieckiego teatru, natomiast u siebie nazywany jest „tureckim reżyserem”.

Wikommensklasse

Dzisiejsze Niemcy to również miejsce, gdzie schronienia szuka wielu uchodźców. Nie jest to jednorodna grupa, różna jest w nich chęć do zakorzeniania się i ciężkiej pracy. Ich los również w całym kraju nie jest usłany różami. Pewne jest jednak, że wyciągnięto lekcję z nietrafionej integracji gastarbaiterów. Z tego jaką szansę daje respektowanie prawa i kultury, jak również nauka języka.

W jednym z reportaży, Wanat oddaje głos dzieciom uczącym się w Willkommensklasse – szkole dla dzieci uciekinierów z Afganistanu, Iraku, Syrii, Kosowa i innych miejsc ogarniętych konfliktami. Dla mnie najbardziej wzruszająca jest odpowiedź jednego z chłopców na pytanie, co mu się najbardziej podoba w Niemczech? To, że można przespać całą noc. W domu co chwila, trzeba się było zrywać, bo alarmy bombowe, samoloty, wybuchy. Fragment, do zadedykowania dzisiejszej polskiej władzy…

 

(śródtytuły pochodzą z tytułów rozdziałów „Deutsche nasz”)

Zachęcam również do przeczytania innych, bardziej humorystycznych rozważań na temat Niemców i ich poczucia humoru.
A jeśli spodobała Ci się ta recenzja i chcesz wiedzieć o kolejnych – zachęcam Cię do polubienia moejej strony na fb: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: