Narodowości

Polacos

Co może mieć wspólnego nasz rodak znad Wisły z ciemnoskórym Haitańczykiem, kostarykańskim Żydem lub mieszkańcem Katalonii? Otóż wszyscy możemy zostać nazwani „Polakami”. Na stulecie odzyskania niepodległości, kilka słów o naszej tożsamości i o tym, co na świecie może oznaczać bycie Polakiem?

  • Polacos w Kostaryce

W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku, oraz po II wojnie światowej, tysiące rodaków żydowskiego pochodzenia wyruszyło w wielotygodniową podróż transatlantykiem. Uciekali przed biedą, rosnącym antysemityzmem i wojną. Lub zwyczajnie w poszukiwaniu lepszego życia. Marzeniem wielu były inne kraje, jednak to właśnie Kostaryka oferowała łatwą a przed wszystkim tanią możliwość osiedlenia się.

Pierwsi imigranci – głównie młodzi mężczyźni – potrzebowali szybko „ustawić się” i zarobić pieniądze. Środki niezbędne do zakupu biletów dla rodzin i sprowadzenie ich do siebie. Znakomita większość, w tym upalnym i gorącym klimacie, zajmowała się chodzeniem od domu do domu i handlem obwoźnym. Przedstawiali się, jako Polacy, bo byli z Polski. Stąd dzisiaj w Kostaryce „polaco” to Żyd lub handlarz.

Ze względu na czas przybycia, stopień zadomowienia, jak również przeżytej w Europie traumy – przybysze podzielili się na gellers i gringers. Czyli żółtych i zielonych. „Żółci” to polscy Żydzi, którzy dotarli do Kostaryki przed wojną i byli (podobnie jak platany) dojrzali i mocno osiedli w nowym kraju. Gringers dopłynęli do Ameryki po wojnie, nie mając o niej bladego pojęcia, byli zieloni. Różnie także wspominali Polskę. Przedwojenni mówili o niej z nostalgią, w przeciwieństwie do powojennych gringers, którzy przez wojnę zapomnieli o beztroskiej młodości. Polska była dla nich miejscem obozów koncentracyjnych, strachu i upokorzeń.

large_kostaryka5.jpg
Źródło: Wydawnictwo Czarne

Dzisiaj potomkowie zarówno gringers, jak i gellers stanowią silną społeczność w Kostaryce. Pod hasłem Inmigración polaca en Costa Rica w Wikipedii odnaleźć można informacje o wielu zasłużonych: ministrach, bankierach, artystach czy nawet wiceprezydentach. Wspaniałym źródłem danych, oraz przepięknie napisanym reportażem na ten temat jest książka Anny Pamuły „Polacos. Chajka płynie do Kostaryki. Autorka wykonała ogromną pracę w poszukiwaniu śladów polskich Żydów – przestudiowała księgi portowe, listy pokładowe, wszelkie wywiady i wzmianki prasowe, jak również dotarła do żyjących imigrantów i ich bliskich. Każdy, kto chce dowiedzieć się więcej o ich historiach, lub sprawdzić czy jego krewny być może nie wyemigrował w tym kierunku, powinien sięgnąć po tę książkę.

  • Poloné-Ayisyens, polscy Haitańczycy

Haiti – dziś niezależna republika – należało do XIX wieku do jednych z najbogatszych kolonii francuskich. Urodzajne, posiadające doskonałe warunki do uprawy trzciny cukrowej oraz kawy, bawełny i indygo, nazywane było przez Francuzów „Perłą Antyli” – La Perle des Antille.

Nic zatem dziwnego, że kiedy pod koniec XVIII wieku na wyspie wybuchło (pierwsze w historii świata!) powstanie niewolników, Napoleon skierował tam armię w celu jego szybkiego stłumienia. Wśród wysłańców byli również polscy żołnierze z Legionów Dąbrowskiego.

Cesarz Francuzów nie doszacował sił, niezbędnych do opanowania haitańskiej rewolty i poniósł ogromną klęskę. Również polscy legioniści zostali zdziesiątkowani lub zmarli w wyników wycieńczenia i chorób. Pozostało na wyspie około 400 Polaków. Osiedlili się, ożenili z Haitankami i powoli wtopili w ich społeczeństwo.

Haiti
Zdjęcia z wystawy przygotowanej przez Fundację Polska – Haiti poświęconej potomkom legionistów na Haiti. Fot. Barbara Kaja Kaniewska, Światosław Wojtkowiak

Pomimo, że dziś ślady po Polakach są niemal niedostrzegalne, mieszańcy niektórych miejscowości nadal czują i nazywają się Polakami. Dookoła Polski na Haiti powstał zresztą pewien romantyczny mit, wyróżniający nas na tle innych Europejczyków. Kiedy, na przykład, na piłkarskich mistrzostwach świata w Monachium w 1974 roku, reprezentacja Polski wygrała z haitańską 7:0, wielu Haitańczyków poczuło się urażonych, bo przecież brat bratu nie powinien czegoś takiego robić.

Pindel_Za-horyzont_500pcx.jpg
Źródło: Wydawnictwo Znak

O Haitańczykach polskiego pochodzenia pisałam już przy okazji wystawy Halka/Haiti, pokazywanej na Biennale w Wenecji a później w warszawskiej Zachęcie. Ostatnio, między innymi na ten temat ukazała się nowa książka – „Za horyzont. Polaków latynoamerykańskie przygody”, napisana przez Tomasza Pindla. Autor w sposób pasjonujący podąża śladami naszych rodaków, którzy z własnej woli, lub w wyniku splotu przeróżnych okoliczności znaleźli się po drugiej stronie Atlantyku, w Ameryce Łacińskiej. Jeden z rozdziałów poświęcony jest właśnie haitańskim Poloné, a przede wszystkim temu, jakie znaczenie dla Haitańczyków ma Polska i dla Polski Haiti. Warto przeczytać!

  • Katalońska polònia

Na koniec, oczywiście katalońscy polacos. W tym przypadku zbieżność nazw nie wynika z wspólnoty genów, ani nawet geografii. Do dziś wiele jest teorii na wytłumaczenie faktu, dlaczego Katalończycy nazywani są w Hiszpanii „polakami”? Pewne jest, że takie określenie istnieje a nawet program satyryczny, w którym sami wyśmiewają się ze swoich polityków i regionalnych przywar nazywa się „Polònia”.

Jedni twierdzą, że określenie „polacos” Katalończycy zawdzięczają „dziwnemu” językowi. Inni uważają, że wynika ono ze zbieżności dążeń niepodległościowych, które wspólnie dzieliliśmy na przełomie wieków. Pewne jest, że warto samemu ocenić podobieństwa oraz dzielące nas różnice i w tym celu wybrać się do Katalonii!

 

 

 

Jeśli chcesz otrzymywać powiadomienia o kolejnych moich wpisach – polub stronę Poliglotte na fb: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: