Gdyby ulica Beale umiała mówić
Kultura

Miłość w czasach apartheidu. Recenzja filmu „Gdyby ulica Beale umiała mówić”

„Gdyby ulica Beale umiała mówić” przemówiłaby o wielkich krzywdach i prawdziwych ludzkich namiętnościach. W kinach najnowszy film twórcy „Moonlight”. Poetycki i zmysłowy obraz, wybrzmiewający dobrym jazzem. W rytm tego opowiadający romantyczną historię, z rasizmem w tle.

Gdyby ulica Beale umiała mówić
Plakat z filmu ,,Gdyby ulica Beale umiała mówić”

Tish i Fonny znają się od dzieciństwa. Kiedy dorastają, zakochują się w sobie i zostają parą. Postanawiają zamieszkać razem i ułożyć wspólne życie w nowojorskim Harlemie, wczesnych lat siedemdziesiątych. Miejscu wyjątkowo nieprzychylnym dla młodej i ciemnoskórej dwójki.

Kolor skóry bowiem, zdaje się decydować tam o wszystkim. Jaką szkołę skończysz, jaki będziesz wykonywać zawód i gdzie zamieszkasz. O ile ktokolwiek zechce przyjąć czarnego do pracy lub pozwoli mu wynająć mieszkanie. Nade wszystko jednak, skóra determinuje, czy zasługuje się na sprawiedliwość i równe białym traktowanie.

W tych okolicznościach, Fonny zostaje oskarżony o gwałt, którego nie popełnił. Ma mocne alibi, ale nic ono nie znaczy, bo dają je inni podobni mu – ciemnoskórzy. Trafia tym samym do więzienia. Wówczas okazuje się, że będą z Tish mieć dziecko i młoda kobieta, ze swoją matką (w tej roli, nagrodzona Oscarem, najlepsza aktorka drugoplanowa – Regina King), próbuje poruszyć niebo i ziemię, aby wydobyć ukochanego na wolność.

Smutek, zamiast agresji

Rasizm w „Gdyby ulica Beale umiała mówić” nie tyle upokarza, co wręcz z premedytacją niszczy życie. Pomimo to, film Barrego Jankinsa nie jest agresywny, ani gniewny. Znacznie bardziej przemawia w nim smutek i melancholia. I to, w mojej ocenie, stanowi o jego sile i wyjątkowości.

„Ulica Beale” to ponad wszystko obraz bardzo sensualny. Film brzmi delikatnym jazzem, granym ze starych płyt winylowych. Reżyser prowadzi nas w spowolnionym tempie, którego podkreśleniem są przyciemnione zdjęcia, kręcone przy zachodzie słońca, lub często w zadymionych pomieszczeniach, ze zgaszonym światłem. Ostrzegam jednak, że jeśli ktoś „nie wejdzie” w subtelny rytm tego filmu, może podczas seansu najzwyczajniej… zasnąć.

W półmroku i przy dźwiękach jazzu

Mnie ta poetycka forma urzekła. Nie tylko opowieścią, zanurzoną w konkretnych historycznych realiach, ale ponadczasową historią o zakochiwaniu się i potrzebie bliskości. Dużą rolę Jankins przypisał językowi ciała i dotykowi. Każdy gest w filmie ma znaczenie i przemawia. Młodzi nie mogą nasycić się kontaktem ze sobą i przez to szczególnie cierpią, kiedy pozostaje im dotyk przez więzienną szybę.

W wielu krajach na premierę „Gdyby ulica Beale umiała mówić” wybrano Walentynki. Nic dziwnego, jest to bowiem film dla ludzi o romantycznych duszach. W tym wypadku jednakże miłosna historia rozgrywa się na tle prawdziwie dramatycznych i wstydliwych dla świata realiów, które miejmy nadzieję, odeszły już w niepamięć.

„Gdyby ulica Beale umiła mówić” to nie jedyny, mierzący się z rasizmem film w tegorocznej oscarowej stawce. Zachęcam do polubienia moich innych recenzji, jak również do śledzenia strony Poliglotte na facebooku: http://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: