Książki,  Narodowości,  Podróże

LOVE TO STOCKHOLM

„Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą” Katarzyny Tubylewicz to wnikliwa i urzekająca opowieść o wyjątkowym mieście. Dla turystów wybierających się do Sztokholmu będzie zachętą do błądzenia po nim nietypowymi szlakami. Czytana daleko od stolicy Szwecji, skłonić może do nauki uważnego spojrzenia na każde inne miejsce, w którym się mieszka.

Choć w Sztokholmie byłam zaledwie dwa razy, jest on dla mnie miastem wyjątkowym. Latem tętniącym życiem, pełnym żaglówek, kolorowych kwiatów oraz straganów uginających się od czerwonych malin i złotych kurek. Zimą migocącym od blasku kolorowo udekorowanych ulic, adwentowych gwiazd błyszczących w każdym oknie i światełek odbijających się w wodzie.

Wszystko to składa się na obraz miasta, które jest dla mnie najpiękniejszą stolicą Europy. Niestety, jak dotąd moje poznanie Sztokholmu nie wkroczyło poza obszar turystycznego centrum. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. W dużej mierze dzięki książce Katarzyny Tubylewicz. Sztokholm widziany jej oczami, to nie tylko królewskie Gamla Stan. To również setki innych zachwycających miejsc, peryferyjnych dzielnic, wysp i wysepek, które oddają prawdziwy i coraz bardziej dla mnie fascynujący obraz tego miasta.

Panorama Sztokholmu z wierzy ratuszowej. lipiec 2012

Klara – dzielnica, której nie ma

Będąc w Sztokholmie zawsze zadziwiała mnie stylowa i architektoniczna przepaść pomiędzy starówką a oddzielonym od niej zaledwie jednym mostem modernistycznym Norrmalm. Jak to możliwe, że zamiast krętych uliczek, starych kamienic oraz stylowych butików w tym miejscu wyrastają nowoczesne budowle, szerokie place i wielopoziomowe arterie? Czyżby ktoś wyburzył część miasta i wybudował je na nowo, według jakiegoś futurystycznego klucza?

Dzięki książce Katarzyny Tubylewicz dowiedziałam się, że tak. Otóż cała dzielnica Sztokholmu, nazywania niegdyś Klarą, została zrównana z ziemią. Wysadzono setki kamienic, zabytkowych budynków, kawiarń, barów i małych hotelików. Wszystko, co dziś mogłoby uchodzić za modną i stylową część miasta, zostało zniszczone, by na jego miejscu powstać mogło modernistyczne City.

W tym zniszczeniu i odbudowie Sztokholm przypomina Warszawę. Z tą jednak różnicą, że stolicę Polski zburzyli naziści, natomiast Szwecji – piewcy nowoczesności i modernizmu. A dodatkowo tę ideę poparło niemal całe społeczeństwo. Co więcej, przed zniszczeniem nie uchronił Klary nawet słynny szwedzki lagom, czyli złoty środek i umiar we wszystkim. Wybrano środki radykalne i bezkompromisowe, co pokazuje jak bardzo niejednoznacznym i nieprzewidywalnym miastem jest Sztokholm.

Uliczne przedstawienie „Powitanie wiosny” na szerokim dziś, wielopoziomowym placu Sergels torg w grudniowy wieczór 2018.

Södermalm – adres, który wiele mówi

Jak dotąd moją ukochaną dzielnicą stolicy Szwecji jest Södermalm. Uwielbiam błądzić po jego pofalowanych, wysadzanych kocimi łbami uliczkach i wspinać się na punkty widokowe, z których widać piękne panoramy.

W moim zachwycie nad Söder, jak się okazuje, nie jestem sama. Jest on dziś najbardziej pożądaną częścią Sztokholmu. Zwłaszcza dla artystów, dziennikarzy i ludzi pióra. Możliwy do zamieszkania jest jednak wyłącznie dla tych, którym powiodło się finansowo. Adres na Södermalm bowiem słono kosztuje. Z tego też powodu dzielnica budzi skraje uczucia i dla wielu stanowi symbol hipokryzji, obsesyjnej poprawności politycznej oraz oderwania od rzeczywistości sztokholmskich elit.

Z książki Katarzyny Turbylewicz wnikliwy miłośnik Söder dowiedzieć się może o jego robotniczej przeszłości, własnym slangu i wielu innych czynnikach, jakie składają się na wyrazistą tożsamość i charakter tej dzielnicy. Pomimo, że dziś nieco hipsterski i fasadowy, zachęcam jednak, aby na swój sposób Södermalm odkryć, tym bardziej że kryje w sobie wiele smaczków a spacer po nim to prawdziwa przyjemność.

Brukowane uliczki Södermalm, lipiec 2012

Archipelag Sztokholmski – tam, gdzie rosną poziomki

Jest w Sztokholmie jeszcze wiele miejsc, gdzie nie zawitałam, a o odwiedzeniu których zamarzyłam po przeczytaniu tej książki. Jednymi z nich są wysepki, które wchodzą w skład Archipelagu Sztokholmskiego.

Archipelag, po szwedzku nazywany Skärgärden, czyli w dosłownym tłumaczeniu ogród szkierowy. To tysiące wyłaniających się z morza małych i skalistych wysepek. W większości niezamieszkałych, stanowiących jednak dla Szwedów letni raj i miejsce o powrocie, do którego marzą podczas długich i ciemnych zimowych wieczorów. Dla wielu to słynne smultronställe, czyli „miejsce, gdzie rosną poziomi”. W przenośni oaza na ziemi, ukochany zakątek, do którego się tęskni.

Tak też i ja zatęskniłam do ponownego wyjazdu do Sztokholmu. Tym razem, za radą Katarzyny Tubylewicz, chcę się tam zamienić w „turystę kota” i chodzić po nim własnymi drogami…

Tej budki ze smażonymi rybami już nie ma, a przynajmniej nie w tym miejscu. Dziś węzeł komunikacyjny Slussen rozkopany jest na przynajmniej dziesięć lat totalnej rozbudowy. Lipiec 2012
Letnie stragany w Sztokholmie uginają się od owoców i złotych kurek
Letni taras barowy na Sodermalm. Lipiec 2012
Nie sposób nie zakochać się w letnim niebie nad Sztokholmem
Szwedzi latem wykorzystują kazdy promień słońca
Zimą miasto tonie w blasku. Nocny widok na Södermalm

Wykorzystałam zdjęcia własnego autorstwa.

Zachęcam również do przeczytania moich relacji ze spaceru po Södermalmie i grudniowej wyprawy do Sztokholmu. A jeśli podobają Wam się moje wpisy i chcecie wiedzieć o kolejnych, polecam pobubienie strony Poliglotte na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: