Książki,  Narodowości

Francuski sen

„Francuski sen” Marka Ostrowskiego to porywająca opowieść o Francji, kraju zawieszonym pomiędzy marzeniami o wielkości a narastającymi problemami społecznymi. Książka pełna faktów i anegdot, napisana z polotem, godnym Francuzów, których serca zdobywa się poprzez słowa!

Francja jest dla mnie szczególna. Spędziłam w niej blisko dwa lata, mieszkając głównie w Grenoble, Lyonie i w Cluny. I choć w moich wspomnieniach zachwyty mieszają się z rozczarowaniami, to nadal jestem wdzięczna Francji, za wiele rzeczy, których mnie nauczyła i które we mnie ukształtowała. Od podejścia do kuchni, szczególnie sposobu przygotowanie warzyw, po zamiłowanie do dyskusji i polemik wokół polityki.

Dlatego zgadzam się ze stwierdzeniem, że każdy, kto choć kawałek życia spędził we Francji, odrobinę francuskości zachowa w sobie na zawsze. Lecz czym jest ta francuskość? Jakie wyzwania stoją przed współczesną Francją i czy nadal ma w sobie magnetyzm, który przez wieki działał na cudzoziemców? Na te i inne pytania odpowiedzi przynosi „Francuski sen” Marka Ostrowskiego.

Jest to książka, która odnosi się zarówno do wielkości, jak i słabości Państwa francuskiego. Miejscami przypomina naszpikowany faktami esej, gdzie indziej znowu bliżej jej do kroniki towarzyskiej, a fragmentami jest to wciągająca opowieść o francuskim duchu rewolucyjnym. Czyta się bardzo dobrze. Godna jest polecenia nie tylko dla frankofilów, ale również dla tych, którzy Francję kojarzą tylko z pocztówkową wieżą Eiffla.

Jedne z najpiękniejszych miejsc. Małe francuskie miasteczka,takie jak Senlis.

Pożyteczny kulturalny snobizm

Cechą wyróżniającą Francuzów jest ich zamiłowanie do gorących dyskusji i debat publicznych. Uwielbiają rozmawiać, kłócić się i za punkt honoru uważają znalezienie odpowiedniej, błyskotliwej riposty. Częstokroć odnosi się wrażenie, że odkrycie pięknej formuły na nazwanie problemu, staje się ważniejsze od jego rozwiązania.

Dla obcokrajowców, szczególnie ze zdyscyplinowanych krajów nordyckich, może wydawać się to irytujące. Na pewno jednak nie można odmówić Francuzom w mowie polotu. Myślę, że Markowi Ostrowskiemu udało się bardzo ciekawie oddać żarliwość francuskich dyskusji publicznych. Autor nawiązał zarówno do najgorętszych i aktualnych tematów, jak też do ich głównych uczestników – intelektualistów.

Intelektualistom bowiem we Francji przypisane jest miejsce szczególne. Od Sartre`a, po Camus i współcześnie Houellebeck`a. Wszyscy oni mieli i mają większy wpływ na poglądy rodaków, niż niejeden polityk. Szczególnie, że Francuzi są jedną z najbardziej rozczytanych nacji. Wydają oni znacznie więcej książek niż Polacy, chętniej po nie sięgają i inwestują w programy promujące czytelnictwo (np. jednolita cena książki).

Nie tylko wszakże literatura i publiczne dysputy nad Sekwaną się liczą. Francja od wieków ceni piękno i żywi pietyzm dla kultury. Może to uchodzić za snobizm. Niewątpliwie jednak snobizm pożyteczny.

Pocztówkowy Paryż

Duch rewolucji

Najmocniej we „Francuskim śnie” porwały mnie fragmenty opisujące Maj 1968. Już wcześniej wiedziałam, że wydarzenia z owego roku były znaczące i pod wieloma względami odmieniły francuskie społeczeństwo. Mówi się przecież we Francji o „dzieciach Maja 1968”, lub doszukuje się w ruchach kontestacyjnych „nowego Maja”. Jednakże dopiero książka Marka Ostrowskiego pozwoliła mi zrozumieć, co takiego przetoczyło się wówczas przez francuskie ulice i jakie emocje towarzyszyły tej rewolucji.

Był to wszakże młodzieńczy bunt przeciw zastanym porządkom, potrzeba wyrwania się z ciasnego gorsetu obyczajowego i negacji społeczeństwa konsumpcyjnego. Walki zapoczątkowali studenci, którzy nie chcieli powtarzać ścieżki rodziców. Métro, boulot, dodo, czyli „metro, robota, lulu” jawiły się wówczas, jako synonim frajerstwa i kieratu, z którego marzono, aby wyrwać się.

Dziś, niestety, na uniwersytetach nie ma ducha kontestacji. Młodzi Francuzi rzadko interesują się polityką, raczej wyłącznie własną karierą zawodową. Dominuje marazm i przekonanie, że powodzenie w życiu to pochodna dziedziczenia i koneksji. Przy takiej postawie bunt Maja to istne szaleństwo. Pokolenie 68 ma na to znaną odpowiedź: Kto przed trzydziestką nie był rewolucjonistą, ten po trzydziestce będzie tylko ramolem.

 

 

Zachęcam również do zapoznania się w wpisem, za co kochamy i nienawidzimy Francuzów, oraz do polubienia strony Poliglotte na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: