Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy Grażyna Plebanek
Książki,  Kultura

Słowa na szczęście

Uchwycić nieuchwytne i opisać nieopisane. Marzenie każdego artysty, z którym zmierzyła się Grażyna Plebanek. „Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy” to zbiór błyskotliwych felietonów, które pokazują, jak często granice naszego poznania, stanowią limity naszego języka.

Jeśli miałabym wskazać słowo, które najtrafniej nazywa stan towarzyszący czytaniu książki Plebanek, to byłaby to „eureka”. Zaskakujące „łał”, które może odzwierciedlać kilka emocji. Z jednej strony, zdziwienie, że ktoś, coś ubrał w słowa. Z drugiej, doświadczenie międzykulturowej wspólnoty, że inni, nawet w najodleglejszych krańcach świata, mogą przeżywać to samo.

Nie bez powodu „Słowom na szczęście” towarzyszy bujna i wielobarwna grafika. Wszakże językami można malować, szczególnie jeśli do dyspozycji mamy pełnię kolorów, zaczerpniętą z ich szerokiej palety. Od nikaraguańskiego i bantu, po bliższe nam francuski i niemiecki. Wszystko potrzebne do narysowania różnorodnych stanów. Zarówno tych komicznych i zawstydzających, jak „pofryzjerski smutek” japońskiego age-otori, lub żenujące zapominanie czyjegoś imienia w szkockim tartle. Jak też, uczuć wyższych, pchających nas w nieznane i nierzadko zmieniających życie, jak niemiecki „zew włóczykija”- Fernweh.

Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy Grażyna Plebanek
,,Słowa na szczęście” z ilustracjami Marty Frej

Skoki z szufladki

Zdumiewające jest, jak wiele, rozsianych po świecie słów stanowi dla siebie dopełnienie, lub odwrotnie, na siebie remedium. Niezwykle bliskim jest mi serbsko-chorwacka lutalica. Inaczej, niemożność odnalezienia się w szufladach, w jakie wpycha nas społeczeństwo. Bo czyż wszystkie niezamężne singielki, zajmujące się domem mężatki, pracowniczki korporacji lub niezależne artystki, można zamknąć w wykluczających się, ściśle zdefiniowanych ramach? Na pewno nie. Dlatego lutaica zakłada „międzyszufladowy” bunt. Krzyk, że jesteśmy – sobą. A co znaczyć być sobą? Jak zrozumieć innego człowieka? W tym pomoże koreańskie nunchi, czyli emocjonalna wrażliwość i rosyjskie ostranenie, które oznacza zmianę perspektywy i spojrzenie „obcymi oczami”.

Słowa na szczęście i inne nienazwane stany duszy Grażyna Plebanek

Przenosząc się na wyższy poziom, wzajemne zaprzeczenie widać w afrykańskim ubuntu i łamiącym język koyaanisqatsi. Pierwszy termin zawiera głęboko humanistyczny przekaz „jestem, bo jesteśmy” i odnosi się do wspólnoty, ponad jednostką. Drugi, stworzony przez Indian Hopi, opisuje stan zaburzenia równowagi. Nadmiar, zgiełk i dążenie do katastrofy. Niesamowite, że wiele wieków temu, mógł powstać termin, tak doskonale opisujący współczesne, samobójcze tendencje ludzkości.

Pogłaszcz mnie, lecz nie podskakuj

Język pokazuje, jak bez względu na szerokość geograficzną, ludzie potrzebują miłości. Docelowo, tej czułej i wyrażonej w dotyku brazylijskiego cafuné. W magicznej chwili, tej emocjonującej z japońskiego koi no yokan, oddającego „stan poprzedzający zakochanie”. Powstają wówczas, tak silne emocje, że ujście dać im może jedynie niemieckie Spannungsbogen, czyli napięcie cięciwy, tuż przez wypuszczeniem strzały.

Wiele nagromadzonej energii jest także w fińskim sisu. To wspaniałe słowo, którego życzę każdemu. Oznacza bowiem wewnętrzną siłę i umiejętność przetrwania w każdych warunkach. Sisu wymaga również odwagi. W zamian daje życie ciekawe, z rozmachem i na własnych warunkach. Taką moc, godność i spokój silniejszego ma także zaczerpnięte z bantu ilunga. Stoi za nim zahartowana w boju i przekonana o swojej niezniszczalności afrykańska kultura, która swoim członkom mówi: „pierwszy raz przebaczasz, drugi raz tolerujesz, ale trzeciego razu już nie ma”.

„Słów na szczęście” Grażyny Plebanek odnajdziecie w tym zbiorze czterdzieści. Książkę warto nie tylko przeczytać, ale też, za radą autorki, owe „nieopisane stany” skonfrontować z własnym doświadczeniem i wrażliwością. Ja tylko żałuję, że tak wiele z nich ciężko jest wymówić, bo chętnie przeniosłabym je do swojego języka.

 

 

 

Tytuły akapitów zaczerpnęłam z podtytułów rozdziałów.
Do innej zabawy słowami i znaczeniami, zapraszam w „60 słów, które stworzyły naród” Elisabeth Asbrink.
https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: