,,Strup" Katarzyna Kobylarczyk recenzja
Książki,  Narodowości

Strup. Hiszpańska (nie)pamięć

Hiszpańska wojna domowa, po osiemdziesięciu latach od jej zakończenia, wciąż stanowi niedomknięty i nierozliczony rozdział. „Strup” Katarzyny Kobylarczyk to pięknie poprowadzona opowieść o demonach przeszłości i cierpieniu, które po latach milczenia domaga się uznania.

Czy może „dobrze się czytać” książka opowiadająca o liczeniu kości? Trudno to sobie wyobrazić, ale tak. Właśnie z obawy przed drastycznością i ciężarem tematu, długo odwlekałam sięgnięcie po „Strup”. Okazuje się jednak, że nawet najtrudniejszą historię można przedstawić we wciągający sposób. Zwłaszcza, jeżeli pisze się z wrażliwością i oddaje sprawiedliwość obydwu stronom konfliktu.

W tym wypadku ofiarom hiszpańskiej wojny domowej, która pomimo dziesięcioleci od jej zakończenia nadal elektryzuje społeczeństwo. Wszakże, dopiero w październiku ubiegłego roku z pompatycznego mauzoleum w Dolinie Poległych, bez fanfar, wywieziono szczątki generała Francisco Franco. Musiało też minąć ponad ćwierć wieku od jego śmierci, by rodziny poległych odważyły się przerwać milczenie i rozpocząć poszukiwania ciał bliskich. Szukają ich nadal: w zasypanych studniach, na polach, przy drogach i wszędzie tam, gdzie naprędce udało się wykopać zbiorowe groby dla łącznie, ponad pół miliona ofiar konfliktu, w tym dwustu tysięcy cywili.

Kropki na mapie

Ministerialna mapa ofiar hiszpańskiej wojny domowej ukazuje cały kraj, od Pirenejów po Gibraltar, Baleary i Wyspy Kanaryjskie, upstrzony wielokolorowymi kropkami odpowiadającymi zbiorowym grobom. Nie jest to mapa cmentarzy. Często kropka prowadzi do pustego miejsca, jakiegoś przydrożnego rowu lub kępki drzew z wyrytym na nich krzyżykiem. Bywa też, że punkty wskazują na chodniki, supermarkety, osiedla i autostrady. Nie da się wszakże rozbudowywać i pchać naprzód kraj, omijając wszędzie napotykane mogiły.

Szczególnie, że przez dekady o ludziach pogrzebanych w tych anonimowych miejscach nie mówiono wcale, a jeśli już to szeptem. Przecież ponad pięćset tysięcy zamordowanych i poległych, oznacza, że w niemal każdej rodzinie był jakiś dziadek, ojciec lub wujek, który stracił życie w bratobójczym konflikcie. Często rodziny tych, których zabijano i tych, którzy zabijali żyły długo, w milczeniu obok siebie. Katarzyna Kobylarczyk dociera do ofiar. Każda z tych opowieści, pomimo że podobna do innych wydaje się indywidualna.

Za nic…

Najbardziej uderzające w „Strupie” jest, jak niewiele trzeba było, aby zostać zgładzonym. Ofiarom po prawicowej stronie, „wystarczyło” nosić różaniec w widocznym miejscu, lub mieć święty obraz na ścianie. Zabitych „rojos”, których było nieporównywalnie więcej, na śmierć mogła wysłać wywieszona w oknie flaga, lewicowa gazeta, uczęszczanie do Domu Ludowego, lub radość ze zwycięstwa Republiki.

Zostawali rozstrzeliwani bez sądu i bez wyroku. Konsekwencje przynależności do „czerwonej zarazy” ich rodziny płaciły latami. Nie pozwalano im przeżyć żałoby, ani opłakać zmarłych. Nie dano żadnego odszkodowania. Często karano: goleniem głowy, ostracyzmem i trudnościami w znalezieniu pracy lub ukończeniu studiów. W rezultacie, po wojnie, ludzie bali się używać samego przymiotnika rojo („czerwony”). Zastępowano go przez: colorado, bermejo, encarnado – „zaczerwieniony”, „ rudawy”, „w kolorze mięsa”. Nawet Czerwony Kapturek, Caperucita Roja przemienił się w Caperucita Encarnada.

Podsumowując. Lektura „Strupa” Katarzyny Kobylarczyk daje obraz Hiszpanii odległy od kolorowych pocztówek, wesołych fiestas i piaszczystych plaż. Myślę jednak, że wyłaniający się z niego kraj, w całej swojej złożoności, jest jeszcze bardziej ciekawy.

Z tej samej serii Wydawnictwa Czarne polecam ,,Błoto słodsze niż miód” Małgorzaty Rejmer. Zapraszam również do polubienia strony Poliglotte na fb: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/, aby śledzić kolejne recenzje.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: