Elena Ferrante. Czas porzucenia
Książki

Il Divorcio. Czas porzucenia

Elena Ferrante w „Czasie porzucenia” prowadzi nas przez najgłębsze meandry i zakamarki kobiecej duszy. To pełnokrwista i temperamentna opowieść o złamanym sercu, upadku i powolnym wstawaniu z kolan.

O tym, jak bardzo boli bycie porzuconym, wie każdy, kto tego doświadczył na własnej skórze. Szczególnie jeśli odejście drugiej osoby było niespodziewane i odebrane niczym grom z jasnego nieba. Takiego nagłego ciosu doświadczyła Olga, bohaterka „Czasu porzucenia” Eleny Ferrante. Pewnego kwietniowego popołudnia, tuż po obiedzie, mąż oznajmił (jej), że odchodzi. Pozostawił ją po piętnastu latach małżeństwa z dwójką dzieci i wilczurem Ottonem.

Załamana kobieta, z minuty na minutę, traci grunt pod nogami i pogrąża się w coraz głębszej rozpaczy. Wiele czasu musi minąć, zanim zrozumie, że nie zabrał ze sobą całego świata, wziął tylko siebie samego. Jak twierdzą badacze, żałoba, czy to po zmarłym, czy po wciąż żyjącym ex-partnerze, ma swoje fazy: szok, tęsknotę, rozpacz i reorganizację. Przez wszystkie z nich przechodzimy, razem z Olgą. Jest to droga, niczym przez ciemny labirynt zranionego, kobiecego serca, która wciąga i trzyma w napięciu.

Jeśli nie umiesz zatrzymać faceta…

„Czas porzucenia” Ferrante to nowość, ale wyłącznie na polskim rynku. Książka została napisana jeszcze przed „Genialną przyjaciółką” i całym neapolitańskim cyklem, który przyniósł tajemniczej, włoskiej pisarce międzynarodowy rozgłos. Tamte powieści są jeszcze przede mną. Wiem teraz jednak, że na pewno po nie sięgnę, zachęcona sposobem pisania Ferrante i temperamentem, jaki bije od jej bohaterek.

Ferrante pisze w pierwszej osobie i bardzo śmiało obnaża uczucia oraz skrajne emocje, jakie niczym lawa wulkanu Stromboli gromadzą się i wybuchają w Oldze. Razem z nią popadamy w obsesję na punkcie byłego męża i jego nowego życia. Upadamy na dno, błądzimy w malignie i  balansujemy na granicy obłędu. Wiele scen przypomina najgorszy koszmar senny, z którego jak najszybciej chce się wybudzić. Trwamy w nim jednak, w oczekiwaniu na promień słońca po burzliwym dniu, który przecież musi kiedyś się pojawić.

W „Czasie porzucenia” podobało mi się również, jak Ferrante rozprawia się z archetypami i „babskimi opowieściami”, przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. W powieści, niczym cień, pojawia się postać „bidulki z Neapolu” – sąsiadki, jaką Olga zapamiętała z dzieciństwa, która to porzucona przez męża wszystko straciła, nawet imię. Pozostała z poszarzałą twarzą, wychudzona. Pozbawiona swojego uśmiechu, zapachu i kobiecości…. To o niej mieszkanki dzielnicy szeptały i na jej przykładzie powtarzały: jeśli nie umiesz zatrzymać faceta, wszystko stracisz. Takie wdruki pozostają w pamięci na długo i szczególnie mocno dają o sobie znać w momencie własnej próby.

Kim jest Elena Ferrante?

Elena Ferrante to artystyczny pseudonim, pod którym ukrywa się najbardziej bodaj znana, nieznana pisarka w historii literatury. Anonimowość wybrała, już od publikacji swoich pierwszych powieści i jak dotąd skrycie strzeże swojej tożsamości. Oczywiście, wraz ze wzrostem popularności jej książek, oraz serialową ekranizacją „Genialnej przyjaciółki”, pojawiło się coraz więcej plotek, domysłów, jak również osób, które pragną odkryć przed światem, kim naprawdę jest Elena Ferrante.

Jednym z nich jest włoski dziennikarz śledczy Claudio Gatti, który ślad podejrzeń rzucił na tłumaczkę Anitę Raję oraz jej męża, pisarza Dominico Starnone. Gatti posłużył się sprawdzoną zasadą „follow the money” i starał się udowodnić sposób, w jaki majątek pary powiększał się proporcjonalnie do kolejnych sukcesów powieści Ferrante.

Wszystkie te domysły jednakże są niepotwierdzone. Elena Ferrante ma przecież też prawo do pozostania niezdemaskowaną i dalszego tworzenia pod pseudonimem. Swoją drogą, myślę, że marzeniem każdego, kto zajmuje się literaturą, jest trafić do grona osób podejrzanych o bycie Eleną Ferrante.

 

 

 

Zapisane kursywą cytaty pochodzą z recenzowanej powieści.

Olga z „Czasu porzucenia” to druga literacka bohaterka o tym imieniu, o której w tym roku czytałam. Zapraszam do recenzji „Olgi” Bernharda Schlink`a oraz na fanpage Poliglotte na facebooku: https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: