Chiny 5.0 Kai Strittmatter
Książki,  Narodowości

Zharmonizowani. Chiny 5.0.

„Chiny 5.0” to książka odsłaniająca dużo więcej, niż jak daleko Państwo Środka posunęło się w monitoringu i cyfrowej kontroli obywateli. Czy wszystkie drogi prowadzą już do Pekinu?

Bywają „eksperci”, którzy już po jednym dniu pobytu, wyrabiają sobie na całe życie zdanie o Chinach. Ci sami, po tygodniu wysyłają do redakcji felieton, a po miesiącu chwalą się materiałem zebranym na powieść. Tak nie jest z Kai Strittmatterem. Niemiecki dziennikarz i korespondent „Süddeutsche Zeitung” spędził w Państwie Środka kilkanaście lat. Dało mu to solidne podstawy do napisania książki, w której analizuje poczynania chińskiej władzy i jednocześnie nie pozostawia na jej totalitarnych zapędach suchej nitki.

„Chiny 5.0” Strittmattera czyta się niczym opowieść z gatunku science- fiction. Wszechobecna technologia, rejestrująca i analizująca bez mała każde zachowanie obywateli. Ogromny aparat cenzury, nieustająco odfiltrowujący najmniejsze przejawy indywidualności. Do tego usypiacze uwagi, w postaci propagandy i samonakręcającej się, niepohamowanej konsumpcji. To nie Oceania Georga Orwella. To Chiny epoki Xi Jinpinga.

Internetowy Blitzkrieg

Początkowe próby cenzurowania przez Chiny sieci wywoływały kpiny, nawet u czołowych światowych przywódców. Swego czasu Bill Clinton prorokował, że będą one równie skuteczne, co przybijanie leguminy do ściany. Amerykański prezydent nie mógł się mylić się bardziej. Rządzący Chinami nie tylko nie wystraszyli się Internetu, ale wręcz pokochali go.

W tempie błyskawicznym zajęli strategiczne pozycje, firewallową Złotą Tarczą odcięli się technologicznie od świata i urządzili sieć po swojemu. W pierwszej kolejności, bezceremonialnie rozprawili się ze wszelkiej maści niesfornymi blogerami i każdym, kto głosił niewygodne dla władzy poglądy. Jednym kliknięciem z internetowego Weibo (odpowiednika zachodniego Twittera) usunęli bez śladu tysiące kont. Zablokowana została również niezliczona liczba stron, które zdaniem cenzorów „wywierały negatywny wpływ na opinię publiczną w sieci”.

Tak przygotowany Internet mógł spokojnie zostać uznany za posłuszną władzy tubę propagandową. I jest nią do tej pory. Przeciętny człowiek musi włożyć sporo wysiłku i sprytu, aby jej nie ulec. Tym bardziej, że chętnych ku temu brakuje. Wrzucono ludzi w wir konsumpcji i nowych elektronicznych zabawek, całkowicie przy tym usypiając obywatelską czujność i zdolność do rewolucji.

Jeden Pas Jedna Droga

Chiny są dzisiaj bodaj jedynym krajem, który rozwój cyfrowej technologii ma wpisany w strategię państwa. Już w tym roku, Pekin zakłada zrównanie się z przodującymi w tej dziedzinie konkurentami, a w 2030 chce być „ najważniejszym na świecie centrum innowacji na polu sztucznej inteligencji”.

W wyścigu o miano technologicznego pioniera nie byłoby nic złego, gdyby nie towarzysząca mu potrzeba nadzoru i wpływania na zachowania obywateli. Istnieją już pierwsze prowincje, jak na przykład Anhui, w których średnio na sto metrów przypada posterunek policji. Dodatkowo niemal każdy zakamarek obserwowany jest przez czujny system monitoringu miejskiego. To w połączeniu powszechnym skanowaniem ludzkich twarzy daje petabajty informacji, przechowywanych w systemach big data, a następnie przetwarzanych przez algorytmy sztucznej inteligencji.

Po co to wszystko? Pozornie dla podniesienia bezpieczeństwa. W rzeczywistości chodzi o stworzenie karnego i w pełni „zharmonizowanego” z linią partii społeczeństwa. Całej rzeszy obywateli, o których maszyny wiedzą więcej niż oni sami i których, według własnych przeliczeń, system kredytu społecznego dzieli na „dobrych” i „złych”. Następnie „dobrych” nagradza, a „złych” karze, poprzez uniemożliwienie im wzięcia kredytu, znalezienia pracy, zakupu biletu czy nawet pobrania papieru z podajnika miejskich toalet.

„Chiny 5.0” Kai Strittmattera to bardzo dziennikarska książka. Naszpikowana faktami i miejscami nimi wręcz przytłaczająca. Warto ją jednak przeczytać. Zwłaszcza, że odnosi się do kraju wchodzącego na skrajnie autorytarną ścieżkę, pod rządami człowieka, którego magazyn „The Economist” ogłosił „najpotężniejszym świata”. Do tego, Chiny mierzą daleko poza własne granice. Poprzez inicjatywę One Belt One Road mają ambicję stania się geostrategicznym centrum świata. Czy rzeczywiście wszystkie drogi wkrótce prowadzić będą do Pekinu?

Książkę szczególnie polecam dla zainteresowanych międzynawową polityką, technologią, ale również dla tych, którzy lubią obserwować mechanizmy władzy i tworzenia dyktatury. Tym bardziej, że niestety wiele jej narzędzi możemy, jak w lustrze, obserwować już na naszym, rodzimym podwórku.

 

 

https://www.facebook.com/Poliglotteblog/

Dla przeciwwagi, po autorytarnych Chinach, zapraszam do literackiej podróży po miłującym wolności Urugwaju – „Wyhoduj sobie wolność” Maria Hawranek i Szymon Opryszek.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: