Książki

Bunt hipopotama

„Nasze życie składa się z banalnych zdań i trywialnych sytuacji, miłość i jej konsekwencje nierzadko są żałosne, to życie, a nie literatura są bliskie grafomanii”. Krzysztof Varga, Dziennik hipopotama.

Czytając Dziennik hipopotama, tej pandemicznej jesieni, trudno było mi uciec wrażeniu, że mam przed sobą relacje z odmiennych czasów. Z epoki, kiedy bez obaw i z odkrytą twarzą ludzie spotykali się w kawiarniach, chodzili do teatrów lub na spotkania z pisarzami. Bez względu wszakże na moje tęsknoty do przedwirusowej normalności, zapiski Krzysztofa Vargi uważam za wyborną lekturę. Te ponad sześćset stron, diarystycznie odnotowujących dwa lata życia autora „Sonnenberg”, pełne są szczerych emocji, głębokich przemyśleń, kąśliwych ironii oraz nade wszystko wyśmienitego i obfitującego w wykwintne słowa języka.

Autor, znany mi wczesnej z budapesztańskich powieści, z żarliwych, poniedziałkowych felietonów oraz z głosu, często słyszanego w literackich dysputach radiowych, tym razem uchylił rąbka tajemnicy o sobie. W Dzienniku hipopotama znajdziemy Vargę, jako uważnego obserwatora i komentatora rzeczywistości, pisarza na froncie obrony literatury przed zalewem promocji i słabych książek, ale również jako głodnego uczuć syna swojej matki oraz człowieka przeżywającego miłość, która może okazać się „krótsza niż życie motyla”.

Gdy kultura jest sfałszowana, gdzie brylanty są plastikowe

W początkowych kartach dziennika, Krzysztof Varga jawi się jako nałogowy pożeracz kultury. Pochłaniacz lepszych lub gorszych filmów, książek i seriali, rozdarty pomiędzy miłością do klasycznych dzieł a, poniekąd zawodowym, przymusem bycia na bieżąco. „Zabiera się” za każdego, od zakłamanych członków sztokholmskiej kapituły noblowskiej, po rodzimych twórców książkowych półproduktów – Remigiusza Mroza i Blankę Lipińską. Ktoś mógłby doszukać się w tych hipopotamowych zapisach marudzenia, ja jednak, być może z wrodzonej słabości do inteligentnych malkontentów, bawiłam się przy czytaniu przednio.

Podobały mi się nade wszystko emocje, z jakimi Varga rozprawia o literaturze, polityce, kościele i innych ważnych dla niego tematach. Widać w nich wysoką temperaturę, potrzebę głębokiego wgryzienia się, wywołania sporu i dyskusji. To ważne, szczególnie teraz, kiedy wszystkiego jest za dużo i łatwo wpaść w spiralę „zaliczania” kolejnych „bestsellerów” oraz „hitów”, bez uważności i potrzeby refleksji.

Kiedy nagle porywa cię fala

Życie wszakże to nie tylko kultura. W miarę pisania, prywatność Vargi coraz wyraźniej dzierży prym. Umiera bliski pisarza i wchodzimy na zaminowany teren rodzinny, na którym za zasiekami z uszczypliwości oraz murem chłodu, kryje się potrzeba czułości i ukochania przez rodzica. Prawdziwy jednak „rok emocjonalnej Hiroszimy” rozpoczyna się z wejściem do gry młodej kobiety, która wciąga autora w miłosny obłęd i wywraca dotychczasowy porządek.

Kto nie przeżył, nie zrozumie, co dzieje się w umyśle człowieka, kiedy „wahadło bije między bezkresem manii i ścianą beznadziei”. Memu sercu jednak najbliższe były refleksje dotyczące samotności. Szczególnie tej bolesnej, gdy straciło się miłość i gdy trudno odnaleźć się wśród otoczenia „dobrze ubranych, z dobrym samopoczucie, w dobrych małżeństwach, z dobrymi zarobkami, z dobrą śmiercią w perspektywie”.

Dziennik hipopotama Krzysztofa Vargi – znakomita lektura oraz bodziec do zadumy nad sobą i światem.

 

 

Cytaty zaznaczone w nagłówkach i w treści recenzji pochodzą z dziennika.

https://www.facebook.com/Poliglotteblog

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: